okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2008 >> Święta Katarzyna z kołem od roweru

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> północne Czechy – okolice Czeskiej Lipy


Święta Katarzyna z kołem od roweru

Marek Zgaiński
Lepiej poprosić niż zakazać – „Rowerzysto, zejdź z roweru”

Być może dlatego, że Czechy nie są zbyt dużym krajem, występuje tam statystycznie takie zagęszczenie atrakcji turystycznych, że wystarczy wycelować na chybił trafił palcem w mapę i w promieniu kilkunastu kilometrów znajdzie się ich przynajmniej kilka. Tym razem „chybiło trafiło” w okolice Czeskiej Lipy, niecałe 50 kilometrów od południowo-zachodniego krańca Polski.

Weekendowy termin wyjazdu okazał się, niestety, nieco nieszczęśliwy, bo w sezonie Czesi i mieszkańcy pobliskich niemieckich miast masowo emigrują w te okolice, więc znalezienie domku kempingowego było niemożliwe. Po usłyszeniu w miasteczku Doksy informacji, że nie ma nic wolnego, ruszyliśmy na północ, do miejscowości Zákupy. Kemping był zupełnie pusty. Pozostało tylko pole namiotowe w Sloupie w Czechach. W Sloupie okazało się, że może da radę wcisnąć gdzieś jeden nieduży namiot, który przezornie zabraliśmy ze sobą na wszelki wypadek.
Ruszamy na trasę. Zaczynamy od miejsca pobytu, bo wczoraj udało się nam zwiedzić tylko najbliższą knajpę, a w Sloupie jest cudo geologiczno-architektoniczne, bo chyba tylko tak można nazwać Skalny Zamek. Wyryty w piaskowcu, z dobudowanymi elementami z cegły i kamienia, ponadtrzydziestometrowy dowód na to, jak człowiek potrafił współdziałać z naturą już w XVI wieku. Widok ze szczytu twierdzy, strzegącej swego czasu szlaku handlowego na Łużyce, też jest imponujący. Syci wrażeń i zadowoleni z początku dnia, wsiadamy na rowery i pedałujemy w stronę Cvikova. Nawet trzykilometrowy, dość stromy podjazd zbytnio nas nie wyczerpuje. Być może gorszego już nie będzie. Bo ten region, choć górzysty, leży na płaskim terenie, a góry wyglądają tak, jakby jakieś gigantyczne dziecko poustawiało wśród pól i łąk babki z piasku, które obrosły lasem. Dojeżdżamy do Svojkova i dalej w prawo, w kierunku na Svitavę cały czas pod górkę, ale niezbyt stromą. Potem półtora kilometra zjazdu krętą drogą. Ze Svitavy jedziemy do Velenic. Tuż za zakrętem zatrzymujemy się jednak, żeby zobaczyć wykutą w skale małą kaplicę. Potem lekki podjazd i zjazd. Tutaj jednak trzeba uważać nie tylko na zakrętach, bo cała droga wysypana jest szutrem.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”

 

 



Zdjęcie: Marek Zgaiński