okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2008 >> Endorfiny prosto z Policy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Beskid Żywiecki


Endorfiny prosto z Policy

Tomasz Dębiec
Techniczny fragment zjazdu do Zawoi

A więc to tak! Wcale nie jesteśmy masochistami. Co za ulga – pomyślałem, czytając pierwszy raz o endorfinach – hormonach szczęścia. Wydzielają się między innymi podczas wysiłku fizycznego. To dlatego każda włóczęga tak cieszy i pozwala wrócić do rzeczywistości z naładowanymi akumulatorami. Dlatego tym razem postanowiliśmy nie poprzestać na niedzielnej przejażdżce.

Dzień wcześniej musiałem się znaleźć w Krakowie, skąd razem z Michałem mieliśmy ruszyć w Beskidy. Dla zaprawy postanowiłem dystans 50 kilometrów, dzielący mój dom od miasta, pokonać rowerem. Przemierzając bez większego wysiłku asfaltowe podjazdy, stwierdziłem, że z kondycją jednak nie jest najgorzej. Teraz wiem, że to tylko wrażenie i zasługa nowych opon, lżejszych od tych, na których jeździłem wcześniej, o jakieś pół kilograma każda.
Dwie godziny snu nam wystarczą? Muszą, pociąg o godzinie piątej rano, a nam wieczór zleciał jakoś tak szybko. Pobudka nie jest łatwa. O godzinie siódmej lądujemy w Juszczynie, w sercu Beskidów. Jedziemy niebieskim szlakiem, pierwsze kilkaset metrów w porośniętym drzewami wąwozie. Droga jest błotnista, ale ściany parowu na tyle strome, że nie da się ominąć newralgicznych miejsc. Po kilku minutach wyjeżdżamy znowu na asfalt.
Doskonałym miejscem na zaplanowanie wymagającej górskiej trasy jest Beskid Żywiecki. Sporo tu pustych pieszych szlaków, a przewyższenia i techniczne trudności powinny zadowolić nawet tych najbardziej wybrednych bikerów. Na beskidzkie „naj”, czyli Babią Górę, nie wolno nam wjeżdżać na rowerze, bo zabraniają tego przepisy Babiogórskiego Parku Narodowego, ale tuż obok, niemalże po sąsiedzku, wznosi się Polica (1369 m  n.p.m.). To jedno z najwyżej położonych miejsc w Polsce, gdzie można wjechać rowerem bez obaw, że za ramię złapie nas pan z bloczkiem mandatów w ręce. Wybór Policy w kontekście głodu endorfin był więc oczywisty, zwłaszcza że niemal do jej podnóża mogliśmy się dostać  pociągiem. Plan był prosty, wręcz banalny, może nawet nie da się nazwać tego planem, bo założyliśmy jedynie, że dojeżdżamy koleją do Juszczyna, skąd „uderzamy” na Policę. A co później? To się zobaczy.

 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”

 

 

 

 



Zdjęcie: Tomasz Dębiec