okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2014 >> 5/2014 >> Słony wiatr pod niebem Andów

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Boliwia


Słony wiatr pod niebem Andów

Adela Tarkowska
Na Altiplano prawie nie ma drzew, nic nie zatrzymuje więc wiatru, który hula po pampach

Zaraz po przekroczeniu granicy brazylijsko-boliwijskiej spotyka nas miłe zaskoczenie. Nowy asfalt biegnie wśród bujnej zieleni, kolorowo kwitnących krzewów i drzew butelkowych. Przed nami rozpościera się żyzna, zielona kraina, zwana Chiquitanią. Droga jest płaska, a ruch znikomy. Miejscowi machają, pozdrawiają i zagadują serdecznie. W sklepach sprzedawczynie dorzucają nam kilka gratisowych pomidorów czy bułek. Ludzie wydają się cisi i bardzo sympatyczni.

Jednego wieczoru zajeżdżamy do malutkiej wioski Santa Ana de Chiquitos. Piaskowa droga, wiodąca pomiędzy glinianymi chatkami, doprowadza nas do placu centralnego, którym jest boisko do piłki nożnej. Starsza pani zaprasza nas przez płot na chłodną lemoniadę. Jej dom zbudowany jest z powiązanych ze sobą sznurem, koślawych żerdzi, pomiędzy którymi są takie prześwity, że z łatwością można obserwować ze środka życie wioskowe. Na podłodze znajduje się palenisko, w rogu łóżko, a na ścianie wisi kilka garnków. Na zewnątrz trzcinowy daszek, duży, okrągły piec chlebowy i wychodek. Dostajemy zaproszenie do rozbicia namiotu, a rano zostajemy poczęstowani kawą parzoną nad paleniskiem, serwowaną w małych, blaszanych kubeczkach. Szczęśliwi dziękujemy za gościnę i ruszamy w dalszą drogę.
Następnego dnia jest pochmurno i deszczowo. Silny wiatr spowalnia nas na tyle, że zmieniamy się na przedzie co dziesięć minut. Gdy mamy już na licznikach 90 kilometrów, jesteśmy zmordowani. Widzimy napis Aguas Calientes, czyli gorące wody. Z ciekawości skręcamy i okazuje się, że trafiamy nad brzeg niesamowitego cudu natury – rzeki ze źródłami termalnymi. Na pięciokilometrowym odcinku z dna rzeki biją gejzery z wodą o temperaturze od 41 do 45 stopni Celsjusza, która wydostaje się z bulgotem, tworząc przy tym wielkie bąble.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Krzysztof Józefowski