okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2014 >> 5/2014 >> Kolarze aniołami nie są

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> prawo i występek w peletonie


Kolarze aniołami nie są

Piotr Ejsmont
Dzielny francuski policjant aresztuje złodzieja. Obaj są na rowerach

Sylwester Szmyd poskarżył się, że w Wigilię 2010 roku musiał zapłacić mandat za wykroczenie drogowe. Na ekspresowej drodze pod Bydgoszczą jechał rowerem wraz z kolegami na trening. Panowała surowa zima i ta droga była jedyną w okolicy, która nadawała się do jazdy rowerem. Policjantów to nie przekonało. Nie on jedyny został ukarany za taki występek.

Kilka lat temu słynny włoski kolarz Mario Cipollini wraz z kolegami rozpędził się rowerem na autostradzie pod Livorno. Zapłacił mandat znacznie wyższy niż Szmyd.
Mój pierwszy w życiu mandat drogowy dostałem za jazdę we wsi rowerem po chodniku. Milicjanta, który mnie zatrzymał, nie przekonały wywody o szkodliwości wiejskiego bruku dla moich cienkich opon wyścigowych. Za pyskowanie aresztował mnie i, jako niepełnoletniego, musieli odebrać mnie rodzice. Jednak nie wszyscy stróże prawa byli tak bezlitośni.
W latach 70. w Trójmieście postrachem kolarzy był milicjant z drogówki, przezywany sierżantem Garcią. Zajmował się on wychowywaniem kolarzy. Wiosną lub jesienią klubowe treningi kończyły się o zmroku, a trzeba było jeszcze wrócić do domu rowerem. Głównymi ulicami, bo oczywiście najszybciej. Razem z kolegami formowaliśmy grupkę, w której ostatni miał na plecach przyczepioną agrafką latarkę. Wielkiego zagrożenia nie stwarzaliśmy, bo ruch samochodowy w tamtych czasach nie był duży. Garcia czekał na nas po drodze. Zatrzymywał, pouczał o szkodliwości naszego czynu, po czym kazał wszystkim spuścić powietrze z kół. Rekwirował pompki, które można było odebrać nazajutrz na komendzie bez żadnych opłat. Trzeba było wracać piechotą. Z czasem wycwaniliśmy się. Jeden z nas chował pompkę pod koszulkę na plecach. Garcia znowu łapał winowajców, zabierał pompki, a ci musieli piechotą dojść do najbliższego zakrętu i kiedy nie było ich już widać, dopompowywali koła.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Velo nr 171/1982