okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2014 >> 5/2014 >> Uważaj na owce!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Szkocja


Uważaj na owce!

Dawid Kłobusek
Ciągnące się w nieskończoność wzgórza, surowe skalne tereny – za to Szkocję trzeba pokochać!

Szkocja – miejsce, które można pokochać albo wręcz znienawidzić. Trzy tygodnie pełnego obcowania z naturą. Trekkingowa trasa górska, wspinanie się z osakwowanym rowerem, jednopasmowe urokliwe dróżki z charakterystycznymi passing place i leniwe, płaskie asfaltowe drogi…

Do tego wszystkiego szalone zjazdy ze stoków o dzikim nachyleniu, mozolne pchanie ciężkiego roweru pod górę, uciekanie przed krowami. Samotne dni spędzone na rowerze, noce w namiocie pod gwiazdami, 1500 przejechanych kilometrów – w marznącym deszczu, przy huraganowych wiatrach. Każda chwila w północnej Szkocji jest warta uwagi! Poprzez Edynburg, Glen Coe, Western Ross Coastal Trail, Orkady, Loch Ness – bajeczne widoki, soczysta zieleń, majestatyczne zamki wtopione w krajobraz i ciągła walka z samym sobą. Odwracać się za siebie, zatrzymywać pędzący 70 km/godz. rower, zachwycać się Szkocją? Do właściwych decyzji doszedłem bardzo szybko.
Ląduję w Edynburgu przed północą. Na lotnisku wita mnie rzęsisty deszcz, pierwszy zwiastun szkockiej pogody, która będzie mi towarzyszyć przez kolejne dni. Udając się po bagaż, zostaję bardzo mile zaskoczony: moje pudło rowerowe, odłożone grzecznie obok taśmociągu, czeka już na mnie. Służby lotniskowe działają perfekcyjnie! Postanawiam nie tracić czasu, szybko pakuję się do pierwszej lepszej taksówki i udaję się do couchsurfera, który zgodził się przygarnąć mnie na noc. Pewnie się nie wyśpię. Czas spędzam na wypakowywaniu roweru, składaniu go w działającą całość i wypychaniu sakw dziwacznym ekwipunkiem, który w kolejnych tygodniach pozwoli mi uniezależnić się (przynajmniej w teorii) od cywilizacji. Z samego rana wyruszam. Kierunek: zachód. Cel: nieznany.
Pierwsze kilometry jadę całkowicie przed siebie, nie patrząc na żadne znaki. Cieszę się jak dziecko pierwszą dłuższą wyprawą rowerową w moim życiu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Dawid Kłobusek