okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2014 >> 5/2014 >> Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!


Czy naprawdę musimy jeździć na Bornholm? Czy nie ma dla tych, którzy chcą bezpiecznie i w spokoju dłużej pojeździć rowerami, innych propozycji? Oczywiście są, ale tak czy inaczej wymagają opuszczenia naszych granic. Niestety, jeśli ktoś chce przez kilka dni wygodnie podróżować na dwóch kółkach, musi na czas jakiś wyjechać. Na bylejakości polskiej turystycznej infrastruktury rowerowej wyrosła legenda duńskiej wyspy na Bałtyku, którą od granic naszego pięknego kraju dzieli zaledwie sto kilometrów spokojnych morskich wód. Na Bornholm jeżdżą bardzo różni rowerzyści, ale dla początkujących i rodzin często jest to pierwszy poważny wyjazd na rower. Szukają tam pięknych krajobrazów, ale też dobrych dróg, bezpieczeństwa i zrozumienia dla swojej pasji. A przecież logicznym rozwiązaniem byłby raczej tydzień na bliższych szlakach gdzieś nad Wisłą i Odrą. Piękne krajobrazy już mamy.
Niestety, strach ma wielkie oczy, a do tego twarz polskiego kierowcy. Dużo w tym obrazie przesady i fałszu, ale niewątpliwie brak odpowiedniej infrastruktury nie pomaga w rozwoju najwspanialszej formy aktywnego wypoczynku w Polsce. W kraju, w którym bezmyślnie wydaje się grube miliony na przynoszące olbrzymie straty stadiony, superszybkie pociągi, które będą jeździć wolniej od tych niesuperszybkich, nie ma pieniędzy i chyba po prostu chęci na to, by stworzyć szlaki rowerowe, które będą służyły rosnącej rzeszy tych, którzy chcą zdrowo i przyjemnie spędzać czas – zarówno wakacyjny, jak i codzienny. Do obsługi tych tras nie będzie potrzebna spółka Polskie Szlaki Rowerowe SA ani Sp. z o.o., ani żadna inna. Nie będzie Zarządu Polskich Spółek Rowerowych, nie będzie Prezesa, członków zarządu, wysokich pensji i jeszcze wyższych odpraw.
Ale będą rowerzyści – czujący się bezpiecznie i zadowoleni, podniesie się poziom zdrowia społecznego i w perspektywie zmniejszą się wydatki na jego ochronę. Nie dorobi się milionów kilka białych kołnierzyków, ale poprawę odczują miliony flanelowych koszul i poliestrowych trykotów.
Czy to mało? Przyjedzie do nas więcej gości z zagranicy, którzy chcą poznawać inną kulturę i inne krajobrazy. Dla nich wciąż jesteśmy dość egzotycznym krajem. Jednak myli się ten, kto sądzi, że przyjadą tu jeździć po zarośniętych zielskiem, nieoznakowanych dróżkach, po zabłoconych „klimatycznych” traktach, po leśnych duktach, w których można się zapaść po kostki. Tak się tylko wydaje wydawcom niektórych przewodników dla rowerzystów, spośród których chyba żaden nie spędził na bicyklu więcej godzin niż kół w jego rowerze. O ile rower w ogóle ma.
Ach, gdyby tak w duńskiej prasie rowerowej napisano kiedyś na pierwszych stronach, relacjonując zawartość stron następnych: Czy naprawdę musimy jeździć do Polski? A na razie zapraszam na Bornholm i nasze strony, na których również ci niewybierający się na duńską wyspę znajdą wiele innych, równie ciekawych propozycji.

Marek Rokita
p.o. redaktor naczelny



Zdjęcie: Agata Rokita