okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2014 >> Dwie Azje

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Mongolia, Chiny


Dwie Azje

Karolina i Aleksander Klaja
Brama do Mongolii, kraju stepów, koni i pasterzy

Żegnając się z Rosją, czuliśmy radosne podniecenie. Po dwóch miesiącach spędzonych w jednym kraju Mongolia zapowiadała się bardzo obiecująco: zielone pustkowia, góry, doliny, pustynie, jurty, konie, Mongołowie... Snuliśmy plany przejechania tylu kilometrów, ile się da, odwiedzenia tylu dzikich miejsc, do ilu zdołamy dotrzeć. Chcieliśmy tu być możliwie długo.

Stojąc na przełęczy, z której widać mongolskie stepy, nie wiemy jeszcze, ile będziemy mieć w tym kraju szczęścia. Los zesłał nam jeszcze Kwiatka, polskiego podróżnika rowerowego, który już od Irkucka wnosi do naszego tułaczego życia wiele odmiany. Bez niej długie dni na pustyni Gobi byłyby dłuższe i po prostu nudne.
Pofałdowany horyzont, jedna asfaltowa nitka, za nią zielone wzgórza i doliny, a w oddali bielą się mongolskie namioty, do których nie prowadzi ani żadna droga, ani chociaż wydeptana ścieżka. Nie trzeba dodawać, że jurty nie psują widoku, a wręcz dodają mu uroku i charakteru. Naturalny krajobraz ma w sobie coś pociągającego, uspokaja i oczyszcza umysł. Stojąc i patrząc na zaorane pole ziemniaków, rozciągające się nawet po horyzont, nie poczuje się nawet odrobiny tego, co daje las, step, góry albo pustynia.
Cywilizacja w Mongolii jest czymś nowym, intruzem. Widzimy to już w Suche Bator, pierwszym miasteczku, do którego zawitaliśmy. Mimo że na mapie jest dużą kropką, w rzeczywistości to parę małych osiedli domków, bloków, fabryka, świątynia, bar i sklep. Panuje dziwny nieporządek, który trudno opisać. Wszak Mongołowie to naród wędrowny, tradycyjnie przemieszczający się razem ze swoimi stadami, nieprzywykły do dbania o domowe obejście. Mongolia to pierwszy kraj, w którym musimy się porozumiewać na migi, bo po rosyjsku prawie nikt tu nie mówi, a jeśli nawet – to niewyraźnie.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Karolina Klaja