okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2008 >> Kurier w stajni Augiasza

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> z podróży do Chin


Kurier w stajni Augiasza

Adam Chałupski
Benjamin Klepp. W Biszkeku planuje otworzyć pierwszą w Kirgizji firmę zatrudniającą kurierów rowerowych

Przed dziesięcioma laty pochodzący ze wschodnich Niemiec Benjamin Klepp musiał zadecydować: zostać w Niemczech i odbyć klasyczną służbę wojskową, czy wziąć udział w programie służby cywilnej w jednym z wybranych krajów oczekujących na pomoc humanitarną? W 1996 roku wyjechał do Kambodży, stamtąd trafił do Kirgistanu.

Dostałem się do Biszkeku, przekraczając rzekę Chuy, nad którą leży stolica Kirgizji. Panuje tu umiarkowany ruch. Jadąc głównymi ulicami, w tle socrealistycznych budowli widzi się wspaniałe pasmo górskie Tien-szan. Rankiem szwendałem się po głównych ulicach miasta w poszukiwaniu różnorakich towarów dostępnych tylko w miejskich sklepach.
W okolicach wieży zegarowej, na skrzyżownaiu ulic Chuy oraz Sovieskaya, niespodziewanie dogonił mnie chłopak na rowerze i zagaił idealnie poprawną angielszczyzną. Już od pierwszej chwili pojąłem, że na pewno nie pochodzi z Kirgizji – blondyn o pociągłej twarzy, z silnie uwydatnionymi kośćmi policzkowymi to widok nietypowy pośród skośnookich Kirgizów.

– Jestem Benedykt! Mów mi Ben – odsłonił jasne oczy, zakryte dotąd okularami słonecznymi. – Jestem z Niemiec, bardzo miło mi spotkać rowerzystę podróżującego po tych terenach…

Od początku ten sympatyczny człowiek wydał mi się niezwykle intrygujący. Kurier rowerowy w stolicy Biszkeku? Ta myśl wydawała mi się dość nieprawdopodobna. Przed dziesięcioma laty Benjamin Klepp musiał zadecydować: czy zostać w Niemczech i, tak jak jego koledzy, odbębnić klasyczną służbę wojskową, czy też wziąć udział w programie alternatywnej służby cywilnej w jednym z wybranych krajów oczekujących na pomoc humanitarną? W 1996 roku wyjechał do Kambodży i spędził tam pół roku, pomagając mieszkańcom małej wioski. Dokuczliwy, wilgotny i gorący klimat, utwierdzał go w przekonaniu, iż powinien się udać w miejsce bardziej mu przyjazne. Gwoździem do trumny, podczas jego pobytu w Kambodży, była eksplozja mostu wysadzonego w powietrze przez wciąż aktywną w tamtym czasie grupę Czerwonych Khmerów. Gdy tylko odbudowano drogę łączącą wioskę ze światem, dziewiętnastoletni Ben skorzystał z możliwości przeniesienia się do Kirgistanu.

 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”

 

 

 



Zdjęcie: Adam Chałupski