okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2014 >> Deser z widokiem na Tatry

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Pieniny i Beskid Sądecki


Deser z widokiem na Tatry

Jakub Wolski
Takie widoki możemy podziwiać, jeżdżąc po Małych Pieninach, jeśli trafimy na dobrą pogodę

Pieniny i Beskid Sądecki dostarczają tak wspaniałych widoków, że czasem trudno się zmusić, żeby jechać dalej. Panorama Tatr, rysująca się na horyzoncie, po prostu hipnotyzuje.

Jeszcze przed wyjazdem postanowiłem „uatrakcyjnić” sobie weekend i przez przypadek przejechałem samochodem po rowerowej sztycy i siodełku. Wydaje się niemożliwe? A jednak! Żeby zapakować rower do bagażnika, muszę odkręcić przednie koło i wyjąć siodełko – wtedy wszystko perfekcyjnie się mieści. Tyle że po rozmontowaniu roweru zostawiłem na parkingu siodełko, wsiadłem do samochodu, odpaliłem i wycofałem. Nagle rozległ się niepokojący trzask – pękła lampka przymocowana do wspornika siodła. Wysiadłem, by sprawdzić, na co najechałem. Kiedy zobaczyłem leżące na ziemi siodło, nie wiedziałem, czy śmiać się, czy płakać. Na szczęście okazało się, że tylko jedna szyna jest lekko skrzywiona, ale cała konstrukcja nie została naruszona. Zarówno sztyca, jak i siodło wytrzymały mój samochodowy sabotaż! Kręcąc z niedowierzaniem głową, nie tracąc więcej czasu, ruszyłem w drogę. Po kilku godzinach dotarłem do Szczawnicy – mojej bazy wypadowej na najbliższe dwa dni. Słońce powoli chyliło się już ku zachodowi, więc postanowiłem po prostu odpocząć, zrelaksować się po podróży i w spokoju zaplanować nadchodzący czas.
Piękna pogoda dość wcześnie wyciąga mnie z łóżka i zanim zdążę dobrze otworzyć oczy, już jestem na drodze prowadzącej do Jaworek. Stamtąd w stronę Schroniska pod Durbaszką prowadzi czerwony szlak rowerowy, którym zamierzam wspinać się na grań, jednak najpierw pedałuję kilkaset metrów dalej, żeby zobaczyć, co zmieniło się w wąwozie Homole – nie byłem tu już kilka lat. W dawnych czasach był on penetrowany przez poszukiwaczy skarbów. Istnieje wiele legend o kosztownościach, które można było tutaj znaleźć.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Jakub Wolski