okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2014 >> Gdzie las przegląda się w wodzie

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Drawieński Park Narodowy


Gdzie las przegląda się w wodzie

Dominika Klawczyńska
Podczas eksploracji Puszczy Drawskiej zaskakuje obfitość jezior, rzek, strumieni i mokradeł. Trudno zliczyć, ile takich mostków pokonaliśmy podczas drawieńskiej eskapady...

Poprzez połacie Puszczy Drawskiej błękitną wstęgą swe wody toczy rzeka, której renoma w środowisku kajakarskim jest już ugruntowana. To właśnie spływając Drawą, turysta najczęściej dotyka fenomenalnego piękna natury w Drawieńskim Parku Narodowym, które my ukażemy z nieco innej perspektywy. Jak się okazuje, nie tylko wodniacy odkryli tutaj swoje eldorado.

Sporo wody upłynęło w korycie tej wartkiej pomorskiej rzeki od czasu mojej ostatniej wyprawy dzikimi ostępami DPN. Magia miejsca widocznie podziałała, bo zajrzałam tutaj ponownie. Wówczas zaskoczyło mnie, że ten obfitujący w przeróżne atrakcje park narodowy plasuje się w rankingach, pokazujących liczbę odwiedzających, gdzieś na szarym końcu. Dane liczbowe zdawały się mieć potwierdzenie w terenie. W czasie trzydniowej wycieczki nie spotkałam na szlaku żywej duszy! O ile w sezonie na płynącej przez jego teren Drawie faktycznie robi się dość tłoczno, szlaki na lądzie – nierzadko tajemnicze ścieżki biegnące do serca lasu – nie są już tak oblegane. Odwiedzane sporadycznie zarastają, sprawiając wrażenie zapomnianych i niedostępnych. Nic dziwnego. Przestrzenie do pokonania są dość spore, a okolica praktycznie niezamieszkana. Piechotą za daleko, a na rowerze nie zawsze jest łatwo. Pedałowanie przez te rewiry oznacza solidną porcję off roadu z biwakami pod chmurką i podobnymi akcentami.
U zarania wiosny czuję zazwyczaj największy głód rowerowych wojaży. Dlatego na tę czterodniową wyprawę, zdeterminowana, po długiej zimowej posusze, postanawiam wystartować stosunkowo wcześnie, już 6 kwietnia. O dziwo, znalazło się jeszcze kilku chętnych, których nie odstraszyły chłodne dni i mroźne noce, a nawet zapowiadane opady śniegu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Dominika Klawczyńska