okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2014 >> 2/2014 >> Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!


A już myślałem, że w końcu ktoś na górze dostrzegł, co jest największym zagrożeniem na polskich drogach. Jednak spoty o tym, jak niebezpieczne jest przekraczanie prędkości samochodem, nie są już nadawane. W zamian mamy publiczny lincz na pijanych kierowcach. Z jednej strony należy się cieszyć, że nie o rowerzystów tym razem chodzi, że to nie cykliści są znów wszystkiemu winni, ale kto wie – może i my będziemy musieli wozić w sakwach alkomat? Dla naszego bezpieczeństwa oczywiście!
No, dobrze – powie ktoś – ale co złego jest w piętnowaniu nietrzeźwych kierowców? W zasadzie nic – odpowiem – należy robić wszystko, by nietrzeźwi za kółkiem nie stanowili śmiertelnego (dosłownie!) zagrożenia na naszych drogach. Tylko że to odwracanie kota ogonem i skupianie się na szczegółach nie najważniejszych. Dużo poważniejszym problemem niż pijani kierowcy są ci trzeźwi, ale ignorujący prawo na drodze. Na jednego pijanego sprawcę wypadku przypada dziesięciu trzeźwych. Jazda z przepisową prędkością wydaje się passé. Kierunkowskazy? Nieprzekraczanie linii ciągłej? Zachowanie metrowego odstępu przy wyprzedzaniu? Wolne żarty! To dobre dla mięczaków. Tylko nazywanych nieco inaczej. To znaczy słowami uważanymi powszechnie za obelżywe.
Zagrożenie na drodze stanowią rowerzyści zdrowi na umyśle, lecz bezmyślni – mówi Krzysztof Matras, psychiatra z naszej Rowerowej Przychodni Lekarskiej. To zdanie z powodzeniem może się odnosić do wszystkich użytkowników dróg. Bezmyślność nie jest chorobą. Ale może być przyczyną chorób, a nawet śmierci. Sam fakt, że ktoś jeździ rowerem czy samochodem, nie ma naprawdę żadnego znaczenia. Stygmatyzowanie uczestników ruchu ze względu na to, jakimi pojazdami się poruszają, jest zwyczajnie niesprawiedliwe. Głupota nie ma płci, wieku ani tym bardziej jedynego środka lokomocji. Niestety, rowerzyści również na potęgę ignorują przepisy drogowe, tyle że w tym wypadku sami ponoszą ryzyko swojego postępowania.
Na ratunek może przyjść pogoda. Zła pogoda. W pewien styczniowy dzień, kiedy drogi były wyjątkowo śliskie, wybrałem się – jak co dzień – rowerem do pracy.
To była jedna z najprzyjemniejszych jazd, jakie ostatnio zdarzyło mi się przeżyć. Kierowcy byli bardzo uprzejmi, nie wyprzedzali, zachowywali odstęp, dając sobie czas i przestrzeń na ewentualną konieczność hamowania. Nie trąbili, nie złorzeczyli, nie wymachiwali pięściami, nawet nie pukali się w czoło. Poczułem się jak członek wielkiej lokomocyjnej braci.
Jazda rowerem, nawet w taki dzień, to nie choroba. W tym numerze „Rowertouru” dowiemy się, że cykloza jednak nie istnieje, przynajmniej jako choroba psychiczna. Dowiemy się również, już po raz kolejny, że o naszym bezpieczeństwie na drodze nie decydują kaski i kamizelki, ale postawa silniejszych użytkowników dróg i stan infrastruktury. Jednak przede wszystkim utwierdzimy się w przekonaniu, że warto wsiąść na rower i zobaczyć, co jest dwa przekręcenia korbą dalej. I dalej, i dalej, i jeszcze dalej…

Marek Rokita
p.o. redaktor naczelny



Zdjęcie: Fot. AGATA ROKITA