okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2014 >> 2/2014 >> W stronę Kaukazu

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Gruzja


W stronę Kaukazu

Wojciech Gajek
Niemal tysiącletni most Dandalo w Adżarii, nadmorskim regionie Gruzji

Słowację przejeżdżamy koleją i siadamy na rowery. Wzdłuż Dunaju, potem przez bułgarskie góry do Stambułu i dalej wzdłuż wybrzeży Morza Egejskiego. Z Denizli autobusem do Samsun, potem wybrzeżem Morza Czarnego do Gruzji. Po 60 dniach jazdy wracamy do Polski w trzy lub – jeśli uwzględnić zmianę czasu – w jedną godzinę.

Po spędzeniu nocy na przełęczy Szipka w Bułgarii, gdzie pierwszy raz, od kiedy jedziemy, nie było ani jednego komara, zjeżdżamy w dół. Planujemy szybko dotrzeć do Turcji, ale przydrożny drogowskaz z napisem „Greece” nie pozwala przejechać obok niego obojętnie.
W Grecji upał niemiłosierny. Jedziemy dwupasmówką, smażąc się w słońcu. Nasz termometr znowu dobił do maksymalnej wartości 50 stopni Celsjusza. Po ostatnim łyku wrzątku z bidonu skręcamy w boczną drogę w poszukiwaniu sklepu. Znajdujemy jednak coś lepszego: wellness&spa w postaci nawadniających pola kanałów. Wskakujemy i kładziemy się w rynnie z chłodną wodą. Musimy jednak uważać, bo prąd jest dość wartki. Przejeżdża auto, lecz zaraz cofa. Wyskakuje Grek, macha rękami i coś krzyczy. Udajemy Greka, że niby nie rozumiemy i wychodzimy z kanału. Trochę wody wylało się na pole kukurydzy, na pewno nie zaszkodzi tej spalonej słońcem ziemi.
Dojeżdżamy do miasteczka i od razu kierujemy się do sklepu. Niestety, sjesta. W kolejnym udaje się znaleźć kawiarnię i napić oranżady. Gdy sjesta się kończy, zasiadamy przed naszym ulubionym typem sklepu: ze stoliczkiem i krzesłami. Odpoczywamy, oglądając ten ogarnięty kryzysem kraj. Prawie nikt nie pracuje, za to wyścigi na skuterkach są bardzo popularne. Drogo w tej Grecji, jedziemy więc do Turcji.
Na przejściu granicznym, w eskorcie wojska oraz pawi kupujemy wizę. Śpimy pod Edirne w lesie, gdzie jako poszycie mamy rosnące tu konopie. Zasypiamy o zmierzchu, kołysani śpiewem muezina.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Wojciech Gajek