okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2014 >> 2/2014 >> Suma wszystkich skrajności

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Brazylia


Suma wszystkich skrajności

Adela Tarkowska
Rio zwiedzamy głównie na dwóch kółkach, co jest możliwe dzięki rozwiniętej sieci ścieżek rowerowych

Do Brazylii wjeżdżamy przez most przewieszony nad rzeką Parana. Przekroczenie granicy jest niczym lądowanie na innej planecie. Poza tym, że wszystko jest nowocześniejsze i bardziej zadbane niż u sąsiadów, zmienia się też język. Od tej pory, przez następne sześć miesięcy, będziemy musieli się posługiwać portugalskim, którego jeszcze nie znamy.

Pierwszym miastem za granicą jest Foz do Iguaçu. Zatrzymujemy się w tak zwanej Casa do Ciclista, czyli domu rowerzysty. Jest to miejsce należące do stowarzyszenia miejscowych pasjonatów roweru, w którym za darmo mogą się zatrzymywać podróżnicy przemierzający świat na dwóch kółkach. Dostajemy do dyspozycji mieszkanie z łazienką, aneksem kuchennym i internetem. Ponieważ w Brazylii obecnie stawia się na kolarstwo, wzbudzamy spore zainteresowanie. Robimy pokaz zdjęć z podróży, bierzemy udział w dwóch masach krytycznych, a burmistrz miasta – dowiedziawszy się o naszym przybyciu – funduje nam bilety do słynnych wodospadów Iguaçu, pięknego parku ptaków oraz na spływ raftingowy.
Zatopione w tropikalnej zieleni wodospady, składające się z 278 kaskad, rzeczywiście robią wrażenie. Wyższe od Niagary, jedne z największych na Ziemi, nie bez powodu znalazły się na liście siedmiu nowych cudów natury. Główną atrakcją jest tak zwana Gardziel Diabła, z której woda z niesamowitym hukiem spada aż z 82 metrów. Podobno w porze deszczowej wodospady słychać w samym mieście, oddalonym o 20 kilometrów!
Pobyt pod Iguaçu to niestety ostatnie chwile pośród dziewiczej zieleni, ponieważ tuż za granicami parku zaczynają się pola transgenicznej soi, pośród której przychodzi nam jechać aż 700 kilometrów. Nie możemy uwierzyć w skalę zniszczenia. Tu powinien ciągnąć się las atlantycki, czyli tropikalna dżungla, a poza soją nie rośnie nic. To chyba najbardziej monotonny odcinek całej naszej podróży.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Adela Tarkowska