okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2014 >> Miejsca, których już nie ma

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Beskid Śląski


Miejsca, których już nie ma

Krzysztof Grabowski
Rok 2011. Ostatnie rozmowy z turystami pod nieczynną już Chatą Grabową…

Odnoszę wrażenie, że w ostatnich latach prawdziwa zima przychodzi dopiero na wiosnę, a grudzień czy styczeń coraz rzadziej kojarzą się ze śniegiem. Jesienią 2011 roku mało jeździłem rowerem, a pokrywa śnieżna w górach na początku zimy wciąż nie pozwalała rozpocząć sezonu snowboardowego. By wyrzucić z siebie nagromadzoną energię, raz jeszcze dosiadłem roweru górskiego. I dotarłem do miejsca, które właśnie przestawało istnieć.

Znajomego nie musiałem długo namawiać na trasę w piękny grudniowy dzień. Z racji bliskości zdecydowaliśmy się na Beskid Śląski, a konkretnie – na malowniczą i bardzo dobrą na górskie wypady Brenną. Nie jest tak zatłoczona jak Wisła czy Szczyrk, ale – pomimo niewysokich gór wokoło – oferuje wiele atrakcji, ładne widoki i sporo ścieżek nadających się na rower. Brenna rozgałęzia się na trzy doliny. Z najdalszych części tej miejscowości jest już całkiem blisko do Szczyrku. Mimo to samochodem nie ma możliwości przedostania się przez przełęcze – drogi są ślepe. Jednak rowerem to już co innego. Najłatwiej przejechać przez przełęcz Karkoszczonkę, na którą droga prawie do samego końca pokryta jest asfaltem. Tylko ostatni odcinek jest stromy i kamienisty. Za to po zaledwie kilkusetmetrowym zjeździe na drugą stronę przełęczy można się znaleźć już w Szczyrku.
Naszym celem była jednak inna część – grzbiet Starego Gronia i Grabowej. Można się na niego dostać z trzech stron. Po pierwsze, z centrum wsi czarnym lub zielonym szlakiem pieszym. Po drugie, nieoznakowanym szlakiem z Hołcyny. A po trzecie z Leśnicy – w tym wypadku również najlepiej początkowy fragment podjechać nie zielonym szlakiem pieszym, lecz drogą. Właśnie ten wariant wybraliśmy. Chociaż w mieście było jeszcze sucho, w otoczonej górami Brennej panowała atmosfera bliższa zimowej.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Krzysztof Grabowski