okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2014 >> Jak ojciec z synem

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Niemcy – wzdłuż Wezery


Jak ojciec z synem

Wojciech Czapla
Hann. Münden. To tu – z połączenia rzek Werry i Fuldy – zaczyna się Wezera

To nie była wyprawa, na której pokonuje się wiele kilometrów, zdobywa wysokie przełęcze. To nawet nie była wycieczka turystyczno-krajoznawcza, gdzie główną atrakcją jest poznawanie zabytków kultury. To była podróż na rowerze, w której głównym celem było przebywanie syna z ojcem. Dzięki tej podróży relacje między nami są lepsze, a kolejne wakacje nie będą się mogły obyć bez roweru!

Swoją przygodę zaczynamy w Hemeln na peryferiach Hann. Münden, dokąd wieczorem docieramy samochodem z rowerami. Jest to jedyne miejsce, gdzie wcześniej zarezerwowaliśmy dwa noclegi. Punkt ten wybieramy na początek wyprawy między innymi ze względów logistycznych. Planujemy bowiem zakończyć jazdę rowerową w Dortmundzie, dokąd samochód w międzyczasie zostanie odwieziony.
Hann. Münden to niewielkie miasto położone w Dolnej Saksonii. Tu zbiegają się dwie rzeki: Werra i Fulda i już razem, pod nazwą Wezera (Weser), zmierzają do Morza Północnego. Pierwszego dnia rozkręcamy się, jeżdżąc bez bagażu uliczkami miasteczka, zajadając się lodami i uciekając przed deszczem. Wieczorem opowiadamy (albo raczej próbujemy opowiedzieć) gospodarzom małego pensjonatu o naszych planach na następne dni. Gospodyni załamuje ręce, gdy dowiaduje się, że chcemy jechać z namiotem i śpiworami, a nie mamy zarezerwowanych noclegów. Proponuje nawet niższą cenę, żebyśmy tylko zostali dłużej i pojeździli po okolicy, bo ładna. Jednak nie przekonuje nas i na drugi dzień wrzucamy sakwy, namiot i śpiwory na nasze bicykle i ścieżką rowerową ruszamy z biegiem Wezery na północ. W naszym przekonaniu droga w dół rzeki powinna być dość płaska, a nawet prowadzić lekko z górki, w końcu jedziemy zgodnie z nurtem. Ale nie! Już po kilku kilometrach stwierdzamy zdziwieni, że rowery trzeba wepchnąć pod górkę, bo droga skręciła w las na pobliskie zbocza.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Wojciech Czapla