okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2014 >> Mołodiec, sczastliwo wam!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> z polskiego do rosyjskiego Białegostoku


Mołodiec, sczastliwo wam!

Krzysztof Suchowierski
Początek wyprawy na Rynku Kościuszki w Białymstoku

8 lipca 2013 roku, dzień mojego wyjazdu do Rosji. Wraz z przyjaciółmi jadę do centrum Białegostoku, skąd po hejnale o godzinie 12 wyruszę w swoją podróż na Wschód. Planuję przejechać przez Litwę, Łotwę i Rosję. Chcę odwiedzić Polaków mieszkających na Syberii. W obwodzie tomskim i niedaleko jeziora Bajkał znajdują się miejscowości nadal zamieszkane przez naszych rodaków. Jedna z nich nosi nazwę… Białystok.

Pod ratuszem zebrało się sporo ludzi. Po kilku wywiadach, których udzielam, zbliża się czas hejnału. Szybkie pożegnanie i z grupą przyjaciół ruszam w stronę Świętej Wody koło Wasilkowa. Pierwszy nocleg mam zaplanowany w Augustowie. Jedzie się dobrze, pogoda dopisuje. Świetnie przygotowany rower, mimo obciążenia, ma siłę pokonywać wzniesienia.
Po dwóch dniach jestem już na Litwie. Drogi w tym kraju są dobre, a co kilka kilometrów są zatoczki, gdzie można zjechać i chwilę odpocząć. Na Litwie pada rekord całej mojej podróży – w ciągu jednego dnia przejeżdżam prawie 150 kilometrów. Docieram do Wilna, gdzie nocuję w hostelu. Kolejnego dnia czeka mnie to, czego chyba nie lubi żaden sakwiarz, czyli przejazd przez miasto w poszukiwaniu drogi wylotowej. Zajmuje mi to prawie trzy godziny, ale po tym czasie jestem już na właściwej drodze na Łotwę.
Łotwa wita mnie deszczem i dziurami w drogach, które zresztą będą towarzyszyć mi do końca wyprawy. Przejeżdżając przez ten kraj, natykam się na kilka polskich akcentów. Nieopodal wsi leżącej w środku lasu widzę stuletnią kapliczkę z zapisem modlitwy w języku polskim. Jadę dalej, a pod wieczór zatrzymuję się nad malowniczym jeziorkiem, gdzie podziwiam zachód słońca. Po chwili zagaduje mnie dwóch wędkarzy i proponuje nocleg. Dzięki temu zatrzymuję się na posesji pana Aleksandra, który częstuje mnie herbatą i kanapką ze smalcem.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


 



Zdjęcie: Krzysztof Suchowierski