okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2014 >> 1/2014 >> Czas nas gonił

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Chiny, Laos, Tajlandia


Czas nas gonił

Małgorzata Duszyńska
Prowincja Syczuan, gdzieś w górach Lienshan

Chiny. Jakże rozbieżne miałyśmy wyobrażenia o tym państwie, a raczej państwach. Bo każda prowincja jest niczym odrębny kraj i tylko powiewające na urzędach czerwone flagi przypominały nam, że jesteśmy w Chińskiej Republice Ludowej.

Po mało zaludnionym Pamirze trochę obawiałyśmy się przeludnionych Chin, wielkomiejskiego zgiełku, smogu nad miastem, korków. Do tego Chińczycy przesiedli się z rowerów na skuterki napędzane prądem oraz trzykołowe tuk-tuki (czyli autoriksze pełniące funkcję taksówek), które skradły nasze serca. Kaszgar leży na pustyni, więc nastawiłyśmy się na nieznośny upał. Ku naszemu zaskoczeniu, miasto wita nas deszczem. Nie ma zgiełku i smogu. Jest ramadan. Napisy w językach chińskim, ujgurskim i – uwaga! – angielskim! Przyzwyczaiłyśmy się już do tego, że w byłych republikach radzieckich przynajmniej co drugi obywatel wskaże nam drogę i wyjaśni wszystko po rosyjsku – tutaj nie ma takiej możliwości. Przez następne dwa miesiące będziemy musiały się nauczyć pokazywania wszystkiego, czego potrzebujemy. Będziemy też musiały się nauczyć chińskiego myślenia, żeby to, co pokazujemy, było zrozumiałe…
Szybko okazuje się, że Kaszgar jest miejscem, gdzie ludność potrafi jeszcze zrozumieć cudzoziemców. A to z racji tego, że przewijają się tam wszyscy backpackersi zmierzający do Azji Centralnej. Jakże Kaszgar jest inny od tego, co widziałyśmy do tej pory! Przede wszystkim w całym tym natłoku można odnaleźć swoisty spokój. W Azji Centralnej taka liczba osób na jednym skrzyżowaniu z pewnością pozabijałaby się w pół godziny. Tutaj jest umiarkowany porządek i jeśli ktoś na ciebie trąbi, to tylko po to, żeby oznajmić, że nadjeżdża. Bazary, jakie tylko zapragniesz: zwykły, nocny, niedzielny. Można dostać tam wszystko: od jedzenia przez ujgurskie instrumenty muzyczne po chińskie ubrania.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Agata Roszczka