okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2014 >> 1/2014 >> Radości bezradności

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Radości bezradności

Sławomir Bajew
 

To stało się mimochodem. Wbrew mojej woli. Obok. Niechcący. Chcąc nie chcąc, przez lata używania roweru w sposób tyleż konsekwentny, co (zdaniem wielu) nieracjonalny, zostałem rowerowym ekspertem. To eksperctwo rozciągnęło się z czasem na bycie specjalistą od rowerowego ubioru, sprzętu, treningu, rowerowego know-how dotyczącego wypraw... W końcu okrzyknięto mnie ekspertem od wszystkiego, co z rowerem związane. Stałem się powiernikiem cyklistów marudzących na brak ścieżek i spowiednikiem tych, którym rowerzyści zajechali drogę, nagle wtargnęli na ulicę lub przyszarżowali na chodniku. Coś mnie jednak niepokoiło. Coś, czego nie dopuszczałem do myśli. Miałem bowiem wrażenie, że nikt niczego ode mnie – oprócz wysłuchania jego opowieści, kiwnięcia głową, że ma rację, bo upatrzył sobie świetny sprzęt czy ciuchy – nie oczekuje. A dopiero co zostałem uznany ekspertem. Milczeć mam? W życiu!!! I wychodziłem przed szereg. Daleko, daleko... Z jednej strony łechtał moją próżność fakt, że ludzie lecą do mnie z rowerowymi problemami, jak Amerykanie do psychoanalityka, z drugiej zaś czułem się czasem mało komfortowo, gdy materia czy skala zgłaszanego problemu mnie przerastała. Ja, ekspert, miałbym się do tego przyznać? Zapomnijcie! Myślałem wtedy, że bezradność jest oznaką słabości.
Zawsze starałem się stanąć na wysokości zadania i zrealizować pokładane we mnie nadzieje. Zjawiałem się w miejscach rowerowych usterek, kazałem zwozić sprzęt do przeglądu, znałem się na oponach i materiałach używanych do szycia rowerowej odzieży. Doradzałem w sprawie dzwonków i oświetlenia. Moja dyspozycyjność w rowerowych kwestiach była programowa i stuprocentowa. Człowiek (rowerowa) orkiestra! Z zaangażowaniem służyłem poradami przed rajdami, rodzinnymi wypadami, jak również poważniejszymi rowerowymi wyprawami. Z zapałem rekomendowałem trasy, zabytki, uroczyska. Zachęcałem do pojechania rowerem w góry, nad morze, do lasu i na zakupy. Rower zawsze i wszędzie. Słowem: zanim odkryłem błogosławioną bezradność, byłem wręcz arogancko zaradny, wszystkowiedzący i zbyt pewny siebie. Sygnałem do konieczności zweryfikowania tego stanu rzeczy stały się głosy niezadowolenia, jakie zaczęły docierać do mnie od rozczarowanych górską, rowerową przygodą, rozczarowanych siodełkiem, którego zakup doradziłem, zawiedzionych przerzutką, błotnistą drogą, pogodą...
Dość późno dostrzegłem, że to, co mnie się podoba, na innych nie wywiera żadnego wrażenia, a mój obity na górskich szlakach tyłek jest po prostu zbyt twardy. Inni mają inaczej. Po prostu. Nie gorzej, nie lepiej – inaczej! Trzeba było nauczyć się rozkładać ręce w geście bezradności i rezygnować z eksperckiego fotela. Doceniać swoje doświadczenie i umieć je spożytkować rozsądniej dla siebie, a przede wszystkim dla innych. Choć jeszcze nie do końca jestem pewien, czy nie odwrotnie. Trzeba było się nauczyć unikania mówienia „na pewno” i zgodnego z prawdą odpowiadania „nie wiem”. Pyta mnie ktoś o przerzutki – mówię, na jakich jeździłem, i opowiadam o swoim doświadczeniu. Potem jednak zamiast zaklinania się, że „na pewno”, mówię: „sam musisz zdecydować”. Nie muszę wszystkiego wiedzieć i na wszystkim się znać. To, co wiem, jest owocem moich doświadczeń. I tu jestem ekspertem. Ekspertem od siebie. Ekspertem cierpliwie wysłuchującym żalów innych, ale na koniec wydającym jedynie pomruk aprobaty, dający rozmówcy do zrozumienia, że jego kłopot z nim dzielę i... tyle. Może mi nie uwierzycie, ale od tamtej pory jestem jeszcze bardziej cenionym ekspertem. Zrodzone z niepewności milczenie stało się w oczach innych... mądrością. Ale to raczej nie jest prawda, prawda? l

Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, prowadzi Listę Przebojów, w paśmie przedpołudniowym prowadzi Babie Lato, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.



Zdjęcie: Sławomir Bajew