okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2013 >> Wyspa na sznurkach

nowości

Widelec na opak

RST powraca do produkcji amortyzatorów typu upside-down, w których golenie dolne wsuwają się w górne. Jest to rozwiązanie,... »

Bikepacking z Crosso

Na razie ostrożnie, ale marka Crosso pojawia się w światku bikepackersów za sprawą kolekcji Zipper, na którą jak do tej pory... »

Extrawheel nowej generacji

Extrawheel to znana nie tylko polskim podróżnikom rowerowym nasza rodzima firma oferująca unikalną, jednokołową przyczepkę rowerową. Od... »

Powrót kosmitów

Topeak zaprezentował kolejne wcielenie swojego najbardziej wszechstronnego multitoola. ALiEN™ S (ang. obcy) posiada aż 31 funkcji, więc... »

Bycze manetki

Shimano Metrea, czyli topowa grupa osprzętu przeznaczona dla cyklistów miejskich i cykloturystów ma w swojej kolekcji wiele ciekawych... »

poradniki

Nie trać głowy

Niespełna trzy centymetry. Taką w przybliżeniu mają grubość ścianki większości rowerowych kasków. Tak niewiele i aż tyle chroni... »

Na szlaku >> Włochy: Monte Argentario


Wyspa na sznurkach

Marzena Cecuła
Południowo-wschodnie wybrzeże Monte Argentario

W ciepłych barwach kończącego się dnia górzysty półwysep Monte Argentario wygląda zjawiskowo. Dookoła jest płasko i wynurzająca się z morza góra wyraźnie wyróżnia się z otoczenia. Będziemy się zmagali z trudną, częściowo pozbawioną asfaltu drogą i obezwładniającym upałem. Ale to dopiero jutro. Teraz siedzimy przy namiocie, delektując się pięknym, ciepłym wieczorem.

Wstajemy bardzo wcześnie, jemy śniadanie i szybko się pakujemy. Chcemy jak najwięcej przejechać, zanim spiekota zrobi się nieznośna. Jest bezchmurnie i bezwietrznie, a to zapowiada upalny dzień. Zaczynamy od czterokilometrowego szutrowego odcinka, który prowadzi z kempingu do szosy. Pod kołami pojawia się asfalt, a my jedziemy wzdłuż wybrzeża na północ.
Monte Argentario, leżące niedaleko archipelagu Wysp Toskańskich, kiedyś samo było wyspą. Czas i morskie wody połączyły ją ze stałym lądem dwoma piaskowymi wałami: południowym lido Tombolo della Feniglia i północnym Tombolo della Giannella. Pomiędzy nimi rozciąga się laguna Orbetello ze środkową groblą i miasteczkiem o tej samej nazwie. Z góry wygląda to zupełnie tak, jakby ktoś trzema sznurkami przywiązał Monte Argentario do Półwyspu Apenińskiego. Droga nad Morzem Tyrreńskim jest płaska. Dopiero po wjeździe do Ansedonii, gdzie zaczyna się lido południowe, robi się bardzo stromo. Te 13 procent pod górę na obładowanych sakwami rowerach to krótka zapowiedź tego, co będzie dalej...
Walczymy ze stromiznami i, trochę kręcąc się w kółko, szukamy wjazdu na mające sześć kilometrów długości lido południowe. Zjeżdżamy na plażę, gdzie spotykamy sympatycznego Włocha, z którym rozmawiamy o futbolu. On mówi po włosku, my po polsku. Wspólnie na migi i... wszystko jasne! Już wiemy, że nasz nowy znajomy uważa, że polskiej reprezentacji w piłce nożnej nie pomoże nawet Robert Lewandowski.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Marzena Cecuła