okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2013 >> Czerwone mury nad leniwą rzeką

nowości

Widelec na opak

RST powraca do produkcji amortyzatorów typu upside-down, w których golenie dolne wsuwają się w górne. Jest to rozwiązanie,... »

Bikepacking z Crosso

Na razie ostrożnie, ale marka Crosso pojawia się w światku bikepackersów za sprawą kolekcji Zipper, na którą jak do tej pory... »

Extrawheel nowej generacji

Extrawheel to znana nie tylko polskim podróżnikom rowerowym nasza rodzima firma oferująca unikalną, jednokołową przyczepkę rowerową. Od... »

Powrót kosmitów

Topeak zaprezentował kolejne wcielenie swojego najbardziej wszechstronnego multitoola. ALiEN™ S (ang. obcy) posiada aż 31 funkcji, więc... »

Bycze manetki

Shimano Metrea, czyli topowa grupa osprzętu przeznaczona dla cyklistów miejskich i cykloturystów ma w swojej kolekcji wiele ciekawych... »

poradniki

Nie trać głowy

Niespełna trzy centymetry. Taką w przybliżeniu mają grubość ścianki większości rowerowych kasków. Tak niewiele i aż tyle chroni... »

Na szlaku >> Dolina Dolnej Wisły


Czerwone mury nad leniwą rzeką

Karol Trojanowski
Grudziądzkie spichlerze nad bulwarem wiślanym

Cel był prosty – przejechać czarnym szlakiem Doliny Dolnej Wisły do Torunia. Krzyżackie zamki, średniowieczne mury, drewniane menonickie chaty, rozległe pola i łąki… A to wszystko w towarzystwie dostojnie płynącej, największej polskiej rzeki.

Żeby dotrzeć do czarnego szlaku ze Starogardu Gdańskiego, gdzie mieszkam, kieruję się do Gniewu. Po drodze zatrzymuję się na chwilę przed okazałą katedrą w Pelplinie. Znam to miejsce dobrze, więc tylko robię sobie pamiątkowe zdjęcie i pedałuję dalej. Aby nie jechać ruchliwą szosą, wybieram skrót przez Kulice i Brody, ale niestety oznacza to piaszczyste dróżki przez las, które często zmuszają mnie do pchania roweru.
W Gniewie od razu kieruję się w stronę zamku krzyżackiego, zbudowanego na planie kwadratu, z czterema wysokimi wieżami narożnymi. Na podzamczu często odbywają się spektakle i turnieje rycerskie. W zamku znajdują się muzeum i hotel. Nie ukrywam, że dla mnie kompleks stracił średniowiecznego ducha, jaki jeszcze nie tak dawno cechował to zamczysko. Nie bawię tu zatem długo, a wręcz pospiesznie opuszczam gwarne i zatłoczone miejsce. Udaję się na rynek miasta, które jakby zatrzymało się w czasie i wygląda trochę jak z połowy poprzedniego wieku. Jednak jest autentyczne. W małym barze zamawiam domową pizzę, zaskakująco bardzo smaczną.
Z gniewskiego rynku podążam już czarnym szlakiem rowerowym, który początkowo wiedzie brukowanymi uliczkami miasta, by następnie sprowadzić w dół, na tereny zalewowe Wisły. Kieruję się szutrową drogą, przejeżdżam przez mostek na Wierzycy, która jest lewym dopływem Wisły. Z tego miejsca rozpościera się najlepszy widok na Gniew – z górującym zamkiem, którego cztery wieże ostro strzelają w górę. Na końcu skarpy dobrze widać stary hotel, zwany Pałacem Marysieńki. Ponoć tutaj spotykał się król Jan III Sobieski ze swoją ukochaną.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Karol Trojanowski