okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2013 >> 11/2013 >> Po obu stronach Wisły

poradniki

Podręczny warsztat

Rowerowy niezbędnik to coś więcej niż kilka imbusów i podstawowych wkrętaków. Gdy spotka Was trudna sytuacja na szlaku,... »

Rowerowa Baza Podjazdów >> Beskid Śląski: Jarzębata i Kobyla


Po obu stronach Wisły

Michał Książkiewicz
Środkowa część podjazdu na Kamienny przez Jarzębatą biegnie górskimi łąkami i polami z widokiem na okoliczne grzbiety Beskidu Śląskiego

O trzech wiślańskich podjazdach Beskidu Śląskiego – Salmopolu, Równicy i Kubalonce – słyszała cała Polska, a to za sprawą relacji telewizyjnych i radiowych z wielkich wyścigów kolarskich, jakie się tu odbywały; zwłaszcza Wyścigu Pokoju i Tour de Pologne. Okolice Wisły oferują jednak kolarzom znacznie więcej niż trzy szosy na krzyż.

Nie są to jednak kąski łatwe, a raczej ciężkostrawne. W ostatnich latach wyremontowano w Wiśle kilkanaście kilometrów dróg prowadzących do wysoko położonych przysiółków, osiągających niekiedy linię grzbietu. Walory krajobrazowe tych tras są nadzwyczajne, gorzej z podłożem. Większość z nich uzyskała nawierzchnię z płyt ażurowych, tylko w środkowej części uzupełnioną asfaltem. Łącznie ułożono ponad 30 tysięcy płyt… Miało to uzasadnienie finansowe – wytrasowanie kilometra płyt kosztuje łącznie mniej więcej 370 tysięcy złotych, zaś asfaltu – około miliona. Z tego bogatego wachlarza wybrałem na pierwszy ogień dwa moim zdaniem najbardziej przyjazne podjazdy, położone naprzeciw siebie po obu stronach Wisły – Kamienny z Jarzębatą i Kobylą.
Już dojazd koleją do Wisły był przygodą samą w sobie, bo na ostatni słoneczny letni weekend Koleje Śląskie przygotowały… mały, ciasny szynobus. Podróż spędziłem skulony, wciśnięty między szprychy tylnego koła a drzwi pojazdu. Jednak zanim wsiadłem do tego pociągu, musiałem poczekać dziewięć nocnych godzin na przesiadkę w Katowicach, rozbijając namiot na dziko w zapomnianym lesie koło autostrady – bo pociągi dalekobieżne obsługuje przecież inna spółka i nie są one skomunikowane, a na torach tyle remontów i opóźnień...
Na deptaku w Wiśle wynagradzam sobie te niedogodności podwójną porcją lodów z bitą śmietaną i udaję się na ulicę Olimpijską.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Michał Książkiewicz