okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2013 >> 11/2013 >> Bałkańska odyseja

nowości

Widelec na opak

RST powraca do produkcji amortyzatorów typu upside-down, w których golenie dolne wsuwają się w górne. Jest to rozwiązanie,... »

Bikepacking z Crosso

Na razie ostrożnie, ale marka Crosso pojawia się w światku bikepackersów za sprawą kolekcji Zipper, na którą jak do tej pory... »

Extrawheel nowej generacji

Extrawheel to znana nie tylko polskim podróżnikom rowerowym nasza rodzima firma oferująca unikalną, jednokołową przyczepkę rowerową. Od... »

Powrót kosmitów

Topeak zaprezentował kolejne wcielenie swojego najbardziej wszechstronnego multitoola. ALiEN™ S (ang. obcy) posiada aż 31 funkcji, więc... »

Bycze manetki

Shimano Metrea, czyli topowa grupa osprzętu przeznaczona dla cyklistów miejskich i cykloturystów ma w swojej kolekcji wiele ciekawych... »

poradniki

Nie trać głowy

Niespełna trzy centymetry. Taką w przybliżeniu mają grubość ścianki większości rowerowych kasków. Tak niewiele i aż tyle chroni... »

Wyprawa numeru >> z Bułgarii do Polski


Bałkańska odyseja

Maksym Tychawski
Rumuńskie Karpaty – dzika i piękna kraina

Dlaczego odyseja? Desantujemy się na Bałkanach i na rowerach, niczym Odys do rodzinnej Itaki, w trudzie, znoju, niepewni przygód, wracamy do Polski. Jako że mamy tylko miesiąc, zaczęliśmy w Bułgarii. Znad Morza Czarnego planujemy się przeprawić przez rumuńskie Karpaty, a następnie, przejeżdżając przez Węgry i Słowację, dotrzeć do domu.

Już od samego początku nasza podróż idealnie zaczęła się wpisywać w homerycki archetyp, a nieznane wyższe siły bardzo uparcie starały się przeszkodzić nam w jej realizacji. Już podczas pakowania z dopiero co zakupionego roweru wypadł gwint, niezbędny do mocowania bagażnika. Był to wyszukany cios. Narzędzia w ruch i kombinujemy. I jak to w życiu bywa, prowizorka z taśmy i linek zaciskowych okazała się najtrwalsza.
Do Sofii docieramy autokarem, a następnie pociągiem dojeżdżamy do Burgas, nad Morze Czarne. Środek nocy, pod okiem policji składamy rowery, po czym w poszukiwaniu miejsca na nocleg trafiamy na wybrzeże. Kołysani szeptem morza, zasypiamy. Kolejny dzień raczy nas pięknym, choć wietrznym porankiem. Tak naprawdę dopiero teraz uświadamiamy sobie, że jesteśmy w miejscu, w którym właśnie rozpoczyna się nasza przygoda. Niestety, mściwy Posejdon (jak zaczęliśmy nazywać zły los) zmywa wraz z poranną bryzą ślady radości z naszych twarzy. Klątwa nadal wisi nad moim rowerem. W trakcie przeglądu, tuż przed wyruszeniem na szlak, coś potężnie strzela. Pęka kolejna śrubka mocująca bagażnik, a jej pozostałości za nic nie daje się z ramy wyciągnąć. Miejscowi serwisanci wzruszają ramionami, coś tam próbują, ale bezskutecznie. Ruszamy więc w poszukiwaniu odpowiednich narzędzi, ale jak tu zapytać Bułgara nieznającego języka angielskiego, gdzie kupić pilnik do metalu? Po godzinach szukania znaleźliśmy to, czego szukaliśmy. Ale śruba ani drgnie.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Olaf Tychawski