okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2013 >> Nagroda dla wytrwałych

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Ukraina – Gorgany


Nagroda dla wytrwałych

Krzysztof Grabowski
Łagodny i przystępny pierwszy odcinek podjazdu na Przełęcz Legionów prowadzi wzdłuż rzeki Bystrzycy

Można się zastanawiać, czy warto brać dobytek na rower i jechać w góry, które nie są rowerzystom przyjazne. Ale nie ma co myśleć nad tym, czy warto zwiedzać miejsca dalekie od komercyjnej turystyki. Warto jechać tam, gdzie żyją biedni i prości ludzie, bo oni mają najwięcej do zaoferowania.

Można ich spotkać w wioskach w ukraińskich Gorganach, a przy okazji przekonać się, że kraje stojące w kolejce do Unii Europejskiej nie powinny czekać na to, by je zwiedzać. Trzeba jechać tam właśnie teraz, wbrew rozsądkowi, który podpowiada, że jest trudno. I jechać, zanim szutry nabiorą gładkości asfaltu, a miejscowi zaczną turystę traktować nie jak podróżnego, lecz jak chodzący bankomat.
Późnym wieczorem w piątek docieram samochodem do znajomej mieszkającej w Medyce. Walka z upałem i ruchem samochodowym trwała pięć godzin. Kalkulując koszty paliwa i opłaty za autostrady, suma wydatków wraz z drogą powrotną przekroczyła 300 złotych. Tymczasem na drugi dzień, w sobotnie przedpołudnie, na gwarnym placu obok najbardziej ruchliwego przejścia granicznego w Polsce, wymienimy po 350 złotych, kupując niespełna po 900 hrywien. Po powrocie, siedem dni później, okaże się, że w kieszeniach mamy jeszcze trochę ukraińskiej waluty, którą przeznaczymy na przygraniczne zakupy. Na pytanie: jak zwiedzać świat – rowerem czy samochodem – odpowiedź może być tylko jedna.
Autobus, którym planowaliśmy dostać się do Iwano-Frankiwska, czyli przedwojennego Stanisławowa, miał nas zabrać około godziny 10. Owszem, pojawia się, ale wyładowany po brzegi towarem do tego stopnia, że ma pozycję samochodu rajdowego, co nie jest dobre na ukraińskie drogi. Około godziny 13 ma być kolejny transport. Z dobrych źródeł wiemy, że ten będzie już luksusowy.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Krzysztof Grabowski