okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2013 >> Wszystkie kolory ciszy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Katalonia


Wszystkie kolory ciszy

Piotr Strzeżysz
Miejscowość Josa de Cadí w południowo-zachodniej części parku krajobrazowego Cadí-Moixeró

Przy okrągłym stole, w ciut przymałej kuchni siedzimy z Alą u poznanej godzinę wcześniej Chilijki Victorii i zajadamy surową cebulę. Do tego mamy makaron, przyprawy i Sangrię, którą prawie zagotowaliśmy, bo chcieliśmy zrobić grzane wino i trochę się rozgrzać. Bądź co bądź jest luty, w Polsce środek zimy, a my ciągle nie przestawiliśmy się na wiosenne, hiszpańskie temperatury.

Częstujemy Victorię winem, ale odmawia, mówi, że Sangria to nie wino. Może ma rację, ale to jest bez znaczenia. Wznosimy toast za Chile, za Hiszpanię i za Polskę, po czym wgryzamy się w świeże, surowe cebule. Jesteśmy w Barcelonie, jest piętnaście stopni w cieniu, mamy dwa rowery i jutro jedziemy w Pireneje.

W poszukiwaniu ciepłych dni

Pomysł wyjazdu zrodził się pół roku wcześniej, podczas powrotu z wakacji w Gruzji. Siedząc na lotnisku w Monachium i narzekając, że niebawem w Polsce przywita nas zima, pomyśleliśmy, że może miło byłoby polecieć w zimowe ferie w jakieś cieplejsze strony świata i choć przez chwilę poudawać, że znów jest lato. Przejrzeliśmy oferty linii lotniczych i natknęliśmy się na promocję LOT-u do Barcelony. Decyzję podjęliśmy w dziesięć minut i za niewiele ponad trzysta złotych kupiliśmy bilety do Katalonii.
Kiedy wylatywaliśmy w środku zimy z warszawskiego Okęcia, zdążyliśmy już zapomnieć nie tylko o pogodnym, słonecznym lecie, ale i o jasnych, ciepłych barwach. Polska w lutym cała była skąpana w smutnych szarościach, wypłowiałych czerniach, zapadłych półmrokach, powłóczystych cieniach, tych wszystkich wyblakłych kolorach, kojarzonych z melancholią, czasem poprzecinanych brudną bielą zleżałego śniegu. Jakież więc było nasze, kiedy dolatując do stolicy Katalonii, wychynęliśmy wreszcie z pułapu chmur i nagle, zupełnie niespodziewanie, wpadliśmy w objęcia oszalałej feerii kolorów.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Piotr Strzeżysz