okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2013 >> Wiatraki, chodaki i ser

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Holandia


Wiatraki, chodaki i ser

Monika, Krzysztof i Dariusz Leszko
Gdzieś nad Noordzeekanaal

Chyba wszyscy, którzy podróżują na rowerach, marzą o tym, by kiedyś odwiedzić miejsce, gdzie poruszanie się na rowerze jest łatwe i przyjemne. Duża liczba wydzielonych i utwardzonych ścieżek, własne skrzyżowania z sygnalizacją, doskonałe oznakowanie i dobrze zabezpieczone parkingi, a także wyrozumiałość ze strony kierowców. Marzyliśmy i my – do czasu, kiedy pewnego kwietniowego poranka ruszyliśmy w kierunku rowerowego raju, czyli Królestwa Holandii.

Do Bredy, miasta położonego w południowej Holandii, docieramy wieczorem. Zatrzymujemy się w domu Franka i Martje, z którymi skontaktowaliśmy się za pomocą serwisu Warm Showers. Nie ukrywamy, tej formy nocowania próbujemy po raz pierwszy. Nie do końca wiemy więc, czego mamy się spodziewać. Dlatego też z mieszanymi uczuciami pukamy do drzwi. Otwiera nam Frank i już po chwili czujemy, że jakiekolwiek lody między nami zostały przełamane. Zaczynamy też rozumieć, że zasadniczą zaletą Warm Showers jest to, że łączy on ludzi o tej samej pasji. Błyskawicznie odnajdujemy więc wspólne tematy rozmów, wymieniamy cenne doświadczenia, opowiadamy o przebytych trasach. Goszczący nas też są przecież rowerzystami, więc z własnego doświadczenia najlepiej wiedzą, czego najbardziej potrzeba tym, którzy są w podróży.
Nazajutrz ruszamy, niestety trochę później, niż zakładaliśmy. Próba pierwszego spakowania ekwipunku na rowery nieco się przeciąga. Okazuje się bowiem, że ciągle coś wymaga przepakowania, dokręcenia. Wreszcie jednak wszyscy meldują swoją gotowość. Żegnamy się z gospodarzami i zgodnie z ich wskazówkami próbujemy odnaleźć drogę do ‘s-Hertogenbosch, nazywanego popularnie Den Bosch.
Holenderski system oznakowania dróg rowerowych różni się od tych, jakie dotychczas widzieliśmy. Kilka głównych, długodystansowych szlaków (tzw. LF, czyli Landelijke Fietsroutes) ma tradycyjne oznaczenia numeryczne.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Monika Leszko