okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2013 >> W krainie szczęśliwych krów

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Biebrzański Park Narodowy


W krainie szczęśliwych krów

Jerzy Szygiel
Rzeczka Kamienna, dopływ Biebrzy. Sielskich obrazków nie zabrakło

W czasie naszego przejazdu doliną Biebrzy nie widzieliśmy ani łosia, ani bobra, ale można by się zastanawiać, czy to te zwierzęta powinny być symbolem doliny, gdyż widzieliśmy… szczęśliwe krowy. To urodzone pływaczki, które rano, przebywszy rzekę, pasą się spokojnie na niekończącej się łące, kontemplując czasem niezakłócony niczym horyzont bujnych, falujących traw.

Tak było w Brzostowie, wsi, do której dotarliśmy wytrzęsieni na kocich łbach wiejskiej drogi. Po drugiej stronie rzeki rozpościerało się bagno Ławki, największe w Polsce, szerokie tu na wiele kilometrów. Dzień wcześniej widzieliśmy je z przeciwnej strony, jadąc Carską Drogą przez Biebrzański Park Narodowy. Musi być oczywiste, że to największy park w naszym kraju, bo jak inaczej objąć tę zapierającą dech w piersiach nieskończoność?
Objechaliśmy dolinę Biebrzy w cztery dni, zaczynając bladym świtem w Warszawie od załadowania rowerów do pociągu. Było z nami wielu rowerzystów, którzy jechali na Litwę i dalej. W wagonie zrobił się tłok i ogólny korek, dopóki energiczna pani konduktorka nie wezwała wszystkich do zawieszenia pojazdów na przeznaczonych do tego hakach. Byłem zdziwiony, że nikt oprócz nas wcześniej ich nie zauważył.
Po ponad czterech godzinach jesteśmy już na „dalekim wschodzie”, pod białoruską granicą. Wysiadamy w miasteczku Dąbrowa Białostocka, nad którym góruje spora cerkiew. Około 10 kilometrów stąd, pod położoną jeszcze bliżej granicy wsią Nowy Dwór, bije źródło Biebrzy. Rzeka zmierza na północ, więc i my, już na rowerach, kierujemy się w tę stronę. Jedziemy przez Małyszówkę, która nie ma nic wspólnego z Małyszem, zza płotów wystają jabłonie. Deszcz przestał już padać, niebo przeciera się i odtąd, aż do końca naszej podróży, towarzyszy nam palące słońce – od 33 do 35 stopni Celsjusza.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Jerzy Szygiel