okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2013 >> 10/2013 >> Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!


Tym razem będzie o polowaniu na czerwony październik. Nie, nie o książce, ani o filmie, ale właśnie o czerwonym październiku, który – mam nadzieję – widzicie właśnie za oknami. Dziesiąty miesiąc roku bywa piękny, choć zdarzają mu się gorsze lata, kiedy przedwczesna zima przychodzi, wieje, pada, jest zimno i mokro. Ale nawet wtedy można zapolować na październik żółty, rudy i czerwony. Wyrwać parę ostatnich dni urlopu albo chociaż weekend. Zasadzić się na lotniczą promocję lub po prostu ruszyć od własnych progów. Nie warto tracić czasu na zastanawianie się. Kto nie lubi zimy, niech wyciśnie z czerwonego października wszystek sok i z czystym sumieniem czeka na pierwszy śnieg. A kto zimę lubi…? Tego chyba nawet przekonywać nie wypada. Tak czy owak, wrażenia warto pozostawić potomnym i wziąć udział w IV edycji konkursu o Nagrodę „Rowertouru”.
W tym miesiącu jest na naszych łamach coś dla miłośników przyrody, gór, a także rowerowego komfortu. Kiedy składaliśmy do druku artykuł o Holandii, ze zdziwieniem połączonym z niedowierzaniem odkryliśmy, że tego kraju, uznawanego powszechnie za rowerowy raj, jeszcze w takiej formie u nas nie było. O Holandię się zahaczało, przejeżdżało się przez nią, mówiło przy okazji, ale niewiele ponad to. Z satysfakcją naprawiamy to niedopatrzenie. Odwiedzamy też, jak na jesień przystało, dwie ptasie krainy – doliny Biebrzy i Baryczy, zaglądamy w dzikie ukraińskie Gorgany i lecimy samolotem do Katalonii, by błąkać się niespiesznie po bezludnych miasteczkach.
W najnowszym numerze opowiadamy jeszcze kilka innych historii, a wśród nich tę o rowerach publicznych. Mam wrażenie, że mimo sukcesu Warszawy, zapał do tworzenia nowych systemów rowerów miejskich osłabł. W zeszłym roku trzy miasta, w tym – jedno zaledwie, i to najmniejsze z dotychczasowych, zdecydowało się na ten krok. O co chodzi w tym problemie?
Czy to tylko moda, zbędny i kosztowny ekogadżet, którym włodarze naszych miast chwalą się przy okazji Tygodnia Zrównoważonego Transportu?
A może jednak autentyczna alternatywa dla samochodu, a również – o czym wspomina się rzadko – dla publicznej komunikacji zbiorowej? Na rowerze jesteśmy niezależni jak w aucie (a nawet bardziej, bo nie stoimy w korkach), a jednocześnie nie zanieczyszczamy powietrza i przestrzeni. Tak jak w środkach komunikacji publicznej. W zasadzie też bardziej, bo jesteśmy jeszcze cichsi, bardziej energooszczędni i zajmujemy mniej miejsca niż autobus, pociąg czy tramwaj. Osobiście wolę swój własny bicykl, jak zapewne większość z Was. Jednak warto kibicować rowerowi publicznemu, gdyż jego rozwój powinien wpłynąć na usuwanie barier – i tych infrastrukturalnych, i tych mentalnych – z czego skorzystamy wszyscy. A wówczas polowanie na czerwony październik będzie jeszcze przyjemniejsze.

Marek Rokita
p.o. redaktor naczelny