okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2013 >> Święty Patryku, dziękuję za pogodę

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Irlandia


Święty Patryku, dziękuję za pogodę

Marek Miłoszewski
Klify Kilkee – moje najpiękniejsze miejsce w Irlandii

Decyzję podjąłem w pół godziny pod koniec grudnia. Plan był prosty – trzeba coś zrobić z resztką urlopu. I trzeba to zrobić na rowerze. Wybór padł na Irlandię, bo… ze Szczecina są tam bezpośrednie loty.

Kiedy już kupiłem bilety, ogarnęły mnie pierwsze wątpliwości. Irlandia? Przecież tam ciągle pada! Rowerowa wyprawa w ostatnim tygodniu marca to pomysł dość ryzykowny. Na miejscu okazało się, że jestem niesamowitym szczęściarzem. Padało tylko raz, poza tym miałem piękne słońce podczas ośmiu dni.
W Dublinie zajmują się mną Jola, Arek i Marysia, przyjaciele z forum podrozerowerowe.info. Arek odbiera mnie z lotniska, Jola mimo późnej pory czeka na mnie z kolacją. Karton, w którym leciał rower, będzie czekał u nich na mój powrót.
Rano skręcam rower i ruszam. Arek bierze w pracy dzień wolnego i jedzie ze mną, żeby pokazać mi wyjazd z miasta i wprowadzić w Wicklow Mountains. Dublin jest niesamowicie położony, z miasta dosłownie wjeżdża się w wysokie góry! Najwyższy punkt wyprawy osiągam już po 25 kilometrach. A góry piękne. Brąz wszechobecnych pól torfowych, najbardziej soczysta zieleń trawy, jaką kiedykolwiek widziałem i żółte, charakterystyczne kwiatki. Irlandia jest zachwycająca!
Na jednym z podjazdów łańcuch spada mi na szprychy. Na razie to lekceważę i po szybkiej naprawie jedziemy dalej. Na przełęczy Sally Gap rozstajemy się. Arek wraca do Dublina, a na mnie czeka nagroda za wspinaczkę. Długi zjazd między polami torfów. Podobno to najwyżej położona publiczna droga w Irlandii. A prowadzi między innymi nad jeziorem Lough Tay. Lubię  jeździć sam i cieszy mnie ta samotna
wyprawa, ale nad Lough Tay stwierdzam, że jeśli nie przywiozę kiedyś rodziny do Irlandii, żeby podzielić się z nią tym widokiem, będę strasznym samolubem.
Wieczorem zaczynam szukać miejsca na nocleg. Ale z rozbiciem namiotu na dziko jest problem.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Marek Miłoszewski
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164