okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2013 >> Romans z Liczyrzepą

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Sudety


Romans z Liczyrzepą

Tomasz Larczyński
Podjazd jest zawsze łatwiejszy przy wsparciu kibiców

Szlak Liczyrzepy od dłuższego czasu przyciągał moją uwagę. To polska nazwa magistrali ER-2, czyli fragmentu sieci rowerowych szlaków dalekobieżnych Euroregionu Nysa. Docelowo ma prowadzić przez całe Sudety, na razie jednak ogranicza się do najciekawszych partii zachodniej i częściowo środkowej części tego pasma, będąc przy tym – jak mi się zza biurka wydawało – dość łatwo poprowadzonym.

Z przejechaniem Szlaku Liczyrzepy jest ten problem, że nie bardzo wiadomo, gdzie on się właściwie zaczyna – z jego końcem jest już lepiej, ale nie spodziewajcie się tabliczki z napisem: „Drogi cyklisto, dobiłeś do mety”. Według strony internetowej jeleniogórskiego oddziału PTTK, prowadzi z Lubawki do Żytawy, jednak z mojej korespondencji z tymże PTTK wynika, że zaczyna się już na Przełęczy Chełmskiej. Przyjęliśmy zatem ten drugi, dłuższy wariant. Podczas przejazdu dodatkowo okazało się, że odcinek przez Czechy jest zaprojektowany, ale nieoznakowany, wskutek braku porozumienia z klubem českých turistů. Do Przełęczy Chełmskiej z pociągu też jest kawałek, bo poniemiecka Kolej Doliny Zadrny z Kamiennej Góry do Okrzeszyna, jak większość podobnych, już nie istnieje. Wysiadamy zatem na stacji Boguszów-Gorce i rozpoczynamy dwudziestokilometrową rozgrzewkę przed Przełęczą Chełmską.
Głównym elementem owej rozgrzewki jest przekroczenie pasma Dzikowca (fragmentu Gór Kamiennych) przez bezimienną przełęcz pod Nierodą. Za nią Góry Kamienne przechodzą w serię znacznie niższych pasm, a krajobraz przypomina trochę Beskid Gorlicki i dopiero na samą Przełęcz Chełmską, położoną w paśmie Zaworów, musimy się trochę wspinać.
Tam pozujemy do wspólnej fotografii na początku szlaku, choć jego znaki, ku naszemu zaskoczeniu, widzieliśmy już wcześniej, koło Strażniczego Naroża – czy naprawdę nikt nie wie, skąd on biegnie?

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Adam Piotrowski