okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2013 >> 9/2013 >> Dzieci na drodze? To ma sens!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Rower w mieście >> bezpiecznie do szkoły


Dzieci na drodze? To ma sens!

Ewa Nowaczyk-Przybylak
Droga na rowerze do szkoły może być bezpieczna. Wystarczy przygotować ją w przemyślany sposób

Dzieci jadące do szkoły na rowerze to w Polsce coraz powszechniejszy widok. Co zrobić, by – przy braku naprawdę dobrej infrastruktury rowerowej – były bezpieczne? Choć nie ma jednej prostej recepty, jest na to kilka sposobów.


Czy jest sens przekonywać dzieci, rodziców i nauczycieli do roweru jako środka transportu do szkoły w kraju, w którym dobrze zaprojektowana, zbudowana i wkomponowana w system komunikacyjny miasta droga rowerowa częściej jest rarytasem niż standardem? Pierwsza odpowiedź, jaka ciśnie się na usta brzmi: NIE. Dlaczego? Bo to niebezpieczne. Nieprawda, droga na rowerze do szkoły może być bezpieczna. Wystarczy przygotować ją w przemyślany sposób.

Szansa dla dzieci

Do zalet roweru nie trzeba nikogo przekonywać. Że jest ekologiczny, że zdrowy, że poprawia samopoczucie, że to szybki środek lokomocji w mieście – to tak oczywiste jak oddychanie. W przypadku dzieci ruch ma jeszcze jedną korzyść. – Z badań wynika, że dzieci, które chodzą lub jeżdżą na rowerze do szkoły i przedszkola, mają na zajęciach lepszą percepcję, lepiej rysują i malują – przekonuje Rafał Glazik, dyrektor marketingu z Polskiej Unii Mobilności Aktywnej, która współorganizuje Kongres Mobilności Aktywnej (podczas tegorocznej, czwartej edycji tematem jedej z debat będzie dojazd do szkół na rowerze). – Dzieci jeżdżąc do szkoły czy przedszkola rowerem, uczą się też samodzielności – dodaje. Co więcej, dla dzieci z trzeciej klasy, szkoła ma wyjątkowo duży autorytet, to oznacza, że można wpoić im ruch – na rowerze lub pieszo – jako coś naturalnego i oczywistego.
Warto przy tej okazji wspomnieć, że Polska jest w czołówce europejskich krajów pod względem liczby otyłych dzieci. Zmiana trybu życia na bardziej aktywny powoli staje się koniecznością.

Bardziej mentalność niż infrastruktura

– Problem dojazdów rowerem do szkoły jest złożony, bo wiąże się nie tylko z brakiem infrastruktury, ale przede wszystkim tkwi w mentalności ludzi, a tę trudniej zmienić – zaznacza Rafał Glazik. Trzeba bowiem przekonać ludzi, że rower jest – jak powiedział Tom Godefrooij z organizacji Dutch Cycling Embassy, podczas zorganizowanych w Poznaniu przez ambasadę Holandii warsztatów z projektowania infrastruktury rowerowej wokół szkół „Think Bike” – takim samym środkiem transportu jak samochód, tylko trochę innym. A to w praktyce oznacza, że ruch rowerowy jest integralną częścią ruchu w mieście, uwzględnia się go już na etapie planowania miejskiej infrastruktury, jak również traktuje się go jako równorzędny pod względem potrzeb infrastrukturalnych z transportem samochodowym.
– Dojeżdżanie rowerem do szkoły powoduje również, że rodzice kierowcy są bardziej wyczuleni na innych uczestników ruchu, bo mają w głowie, że ich dziecko jest właśnie tym innym uczestnikiem ruchu. To z kolei poprawia bezpieczeństwo na drodze w ogóle – podsumowuje Rafał Glazik.

Jedyny słuszny model...

Czy istnieje jeden model organizacji ruchu i działań na rzecz poprawy bezpieczeństwa w drodze rowerem do szkoły, który można zastosować w każdej polskiej szkole i jej najbliższej okolicy? Nie. I nie ma sensu go tworzyć. – Należy dostosować rozwiązania z jednego miasta do innego, ale ich nie kopiować, bo one muszą odpowiadać przede wszystkim potrzebom lokalnych społeczności – radził uczestnikom warsztatów Tom Godefrooij.
– Szkoły w Polsce są lokalizowane w bardzo różnych miejscach: niektóre na osiedlach, inne przy ruchliwych drogach, czasem nawet krajowych. Nie sposób więc wypracować jeden wspólny wzorzec infrastrukturalny, który mógłby być stosowany wszędzie – potwierdza Marcin Hyła, koordynator ogólnopolskiej sieci „Miasta dla Rowerów”. To oznacza, że przypadek każdej szkoły należy rozpatrywać indywidualnie, biorąc pod uwagę m.in. jej położenie, charakterystyczne otoczenie drogowe oraz to skąd i z jakich odległości dojeżdżają do niej dzieci.
Jest jednak kilka rzeczy, które można zrobić od razu, by dojazd do szkół uczynić bezpiecznym.

Uspokoić ruch wokół szkół

Tam, gdzie to możliwe, w okolicach szkoły warto wprowadzić uspokojenie ruchu, poprzez ograniczenia dozwolonej maksymalnej prędkości. Aby takie ograniczenie było skuteczne, koniecznie należy umieścić w takiej strefie fizyczne elementy wymuszające wolną jazdę, np. progi zwalniające, zwane popularnie „leżącymi policjantami”.
– Strefę uspokojonego ruchu najczęściej uzupełniamy usuwaniem znaków pierwszeństwa ruchu i wprowadzeniem skrzyżowań równorzędnych z „zasadą prawej ręki”. Wymusza to zwolnienie i wyostrzenie uwagi również w rejonie skrzyżowań – wyjaśnia Grzegorz Krajewski z Referatu Mobilności Aktywnej Urzędu Miejskiego w Gdańsku. – Staramy się też, aby przebudowywane dwukierunkowe ulice lokalne miały przewężenia, np.

Zdjęcie: Ewa Nowaczyk-Przybylak

1  2  3  następna »


skomentuj ten artykuł