okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2013 >> Z żuławskiej depresji na tatrzańskie Rysy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Polska z północy na południe


Z żuławskiej depresji na tatrzańskie Rysy

Justyna Waszczyńska
Najniżej położony punkt Polski i naszej wyprawy – Raczki Elbląskie, godzina 5 rano

Pomysł pojawił się spontanicznie podczas wycieczki rowerowej po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Uprawiamy różne formy aktywności: turystykę rowerową i górską, wspinaczkę, trekking. Dlatego chcieliśmy połączyć wyprawę rowerową z wycieczką pieszą w góry. To alternatywa dla osób, które nie mogą zdecydować się, gdzie mają spędzić urlop: w górach czy nad morzem.

Na początku był to tylko luźno rzucony pomysł, później decyzja i treningi przygotowujące do przejechania stu kilometrów dziennie. I cała organizacja ruszyła. Sprawdziliśmy połączenia kolejowe, autobusowe, przejrzeliśmy mapę Polski. Tomek, odcinek po odcinku, opracował trasę przejazdu, zwracając uwagę na to, aby przebiegała bocznymi drogami, z dala od wzmożonego ruchu samochodowego. Zwracał uwagę, by po drodze zobaczyć ciekawe miejsca, odwiedzić zapomniane miejscowości oraz spać na dziko w miejscach, gdzie będzie pięknie i spokojnie.
Kawałek po kawałku powstała trasa przejazdu z 60 wydrukowanymi stronami w wersji papierowej oraz w później zakupionym GPS-ie, który w dużej mierze pomógł nam w wyprawie. Wszystko to jednak byłoby niczym, gdyby nie orientacja w terenie Tomka oraz rodzące się po drodze pomysły. Chociaż czasem dodawaliśmy sobie kilometry, odbywało się to w tak widokowo pięknej scenerii oraz spokoju, że warto było jechać trochę dłużej. Pojawił się także pomysł znalezienia sponsorów. Zaczęłam od szukania ich w miejscowości, w której mieszkam. Szybko zareagował lokalny sklep, który wyposażył nas w produkty spożywcze i tekstylne potrzebne na wyjazd. Wiele firm odmówiło, wiele trzeba było odwiedzić kilkakrotnie. W efekcie po trudnych godzinach spędzonych na poszukiwaniach zdobyliśmy jednak wsparcie organizacyjne Ośrodka Promocji Gminy Jaworze, medialnie pomogła nam „Kronika Beskidzka”, a materialnie – ośmiu sponsorów.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Justyna Waszczyńska