okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2013 >> Tu nie płaczą po narciarzach

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Włochy - Trentino


Tu nie płaczą po narciarzach

Jakub Wolski
Okolice jeziora Carezza są dobrym miejscem wypadowym na trekking. W tle piętrzy się szczyt Rosengartenspitze, po włosku Cima Catinaccio

Setki kilometrów oznaczonych tras, wypożyczalnie rowerów, regionalni przewodnicy, hotele ze specjalną ofertą dla rowerzystów, możliwość przewiezienia bicykla pociągiem lub autobusem za jedno euro, a do tego rewelacyjne widoki. Witamy w Trentino.

Jest w Polsce znane zdecydowanie lepiej przez narciarzy niż rowerzystów, ale – jak się okazuje – na tych drugich czeka tutaj nie mniej atrakcji. Trentino leży w północnych Włoszech, jego stolicą jest leżące w samym jego sercu Trento, a największą atrakcją – oczywiście góry. Nad całą okolicą górują surowe piękne ściany Dolomitów, wpisanych w 2009 roku na Listę Światowego Dziedzictwa Przyrody UNESCO. Przez wiele lat oferta turystyczna była skierowana głównie do narciarzy, wspinaczy i pieszych, uprawiających górskie wędrówki. Jednak w ostatnich latach zostało poczynionych mnóstwo inwestycji, mających na celu przyciągnięcie cyklistów i pokazanie piękna regionu z perspektywy rowerowego siodełka.
Moją trzydniową przygodę z Trentino zaczynam od doliny Val di Fassa. Wynajętym samochodem równiutką jak stół autostradą docieram do Trento, skąd zapewne malowniczą drogą wjeżdżam w dolinę. „Zapewne”, ponieważ jest już prawie północ i widzę tyle, na ile pozwalają reflektory auta. Chwilę po północy kluczę po wąskich i stromych uliczkach Moeny w poszukiwaniu mojego hotelu. Jeszcze tylko parkowanie na półce skalnej z widokiem na miasto i mogę iść spać.
Rano spotykam się z przewodnikiem, ustalamy szczegóły dotyczące wynajęcia roweru i po szybkim śniadaniu ruszamy w góry. Nastawiam się na długi podjazd, więc ubieram się dość lekko, ale – jak się okazuje, mój przewodnik ma inne plany – żebym więcej zobaczył, nie będziemy tracić kilku godzin na wjazd na 2000 metrów n.p.m., a skorzystamy z wyciągu krzesełkowego.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Jakub Wolski