okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2013 >> 8/2013 >> Bezpieczne wakacje

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Bezpieczne wakacje

 

Poczucie bezpieczeństwa jest konieczne, by satysfakcja płynąca z roweru była – o ile nie pełna, to z całą pewnością znacząco większa. Wpływ na bezpieczeństwo na rowerze ma wiele czynników – zależnych od samego rowerzysty, jak również od niego niezależnych. O co ma zadbać turysta rowerowy czy po prostu użytkownik bicykla? Oczywiście, o odpowiednie zadbanie o stan techniczny roweru, dobranie odpowiedniego stroju (ot, choćby o nogawki chodzi, żeby się nie wkręciły w zębatkę), bycie widocznym na drodze (mile widziane jaskrawe kolory) i zabezpieczenie głowy. Jednak jest też sporo czynników, które zależne od cyklisty nie są. Wśród nich są niepożądane bliskie spotkania z czworonogami różnej maści i wielkości. Ileż to razy, uciekając po ulicy w mieście ze zdławionym gardłem przed jakimś amstafem czy bulterierem, słyszałem okrzyk: „Niech się Pan nie boi, on nic Panu nie zrobi!”. Oczywiście nie zawsze się to spełniało, gdyż przynajmniej dwukrotnie pies obalił mnie na ziemię. Nawet jeśli nie po to, by mnie pożreć, to i tak robiąc wystarczająco wiele szkody mojemu sprzętowi, a przede wszystkim mojemu morale rowerowego turysty, godząc właśnie w poczucie bezpieczeństwa i otwartości na świat. W mieście to i tak pół biedy. Zazwyczaj prędzej czy później okazuje się, że biegnący do ciebie pies ma jakiegoś właściciela, a jak masz szczęście, to całkiem nawet przyjemną właścicielkę. Na wsi zapomnij! Pies, który cię właśnie goni, jest sterowany jak samochodzik na radyjko z ukrycia. Twoje trwożliwe spojrzenia, rzucane panicznie po oknach chałup, są zapewne źródłem upojnej rozrywki autochtonów. Lepiej zmykaj stąd! Jeśli trzeba, na piechotę wycofując się rakiem i zasłaniając rowerem przed psim agresorem. Uff! Gdyby na tych wsiach były lepsze drogi, taki Burek nie mógłby długo za tobą wytrzymać, a tak? Manewrując między dziurami głębokimi na pół koła, nie masz szans! No dobra, wracam do grupy niezależnych od cyklisty czynników, wpływających na bezpieczeństwo, z pominięciem już aspektu zoologicznego. Jakość dróg – to czynnik jakże istotny. Jest polskim paradoksem, że w gruncie rzeczy nie jest tak źle z punktu widzenia rowerowego turysty. Bo mogłoby być dużo gorzej. Wyobraźcie sobie bowiem gęstą sieć dróg, która łączy każdy przysiółek z każdym, gdzie zając dwoma susami przeskakuje z jednej nitki drogi na drugą. To by dopiero było źle! Wszędzie jeździłyby samochody, a może… właśnie przeciwnie – ruch rozłożyłby się na wiele nitek i jazda rowerem po takich drogach nie byłaby niebezpieczna...
Dwa lata temu jeździłem rowerkiem po Mazurach. Byłem zmuszony na pewnym etapie podróży przejechać niespełna 12-kilometrowy odcinek krajową szesnastką między Sorkwitami a Mrągowem. Sznur aut mknął w obie strony. Bo samochodem w zasadzie tylko tędy można pojechać. Stałem się tam intruzem, być może niepotrzebnie, narażając życie i powodując zagrożenie w ruchu drogowym. Zmierzam do tego, że po tym apokaliptycznym szusie nie jeździłem już najkrótszym choćby skrawkiem mazurskiej krajówki. Z troski o własne życie penetrowałem powiatówki i drogi gminne, leśne dukty i szutry zdające się być niczyimi. Sedno paradoksu z punktu widzenia rowerzysty: im gorsze drogi, tym bezpieczniej, bo natężenie ruchu samochodowego jest naprawdę znikome. Warunkiem takiego podróżowania rowerem jest zadbanie o odpowiedni rodzaj ogumienia. Ale czy o to chodzi, żebyśmy utrzymywali skanseny? Nieco wcześniej jechałem odcinkiem dwa razy dłuższym niż na Mazurach krajową drogą nr 84 z Leska do Ustrzyk Dolnych. Tę z kolei przejażdżkę wspominam całkiem miło. Być może w górach kierowcy nabierają szacunku dla rowerzystów, gdy widzą ich, mozolnie wspinających się z sakwami na przełęcze i szczyty. Może zatem, rozważając bezpieczeństwo na rowerze, niepotrzebnie psioczyć na stan dróg, może raczej zająć się stanem ludzkiej świadomości…

Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, prowadzi Listę Przebojów, a w paśmie przedpołudniowym – Babie Lato, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.

 



Zdjęcie: Sławomir Bajew