okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2013 >> 8/2013 >> Złam prawo. W przeciwnym razie nic nie zmienisz

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Rower w mieście >> Zurych


Złam prawo. W przeciwnym razie nic nie zmienisz

Łukasz Długowski
Piętrowy, zadaszony parking przy dworcu głównym może pomieścić około 200 rowerów

Z jednej strony najdroższe, z drugiej najlepsze do życia. Miasto finansistów, urzędników i jubilerów. Miasto, gdzie rowerzyści – którym wiedzie się całkiem nieźle – próbują zdobyć jeszcze więcej.

Kopernika, Świerczewskiego i Waryńskiego zwinął w rulonik. Podzielił na dwie części, które upchnął w prawą i lewą rurkę kierownicy. W każdej prawdopodobnie było po kilkanaście milionów złotych. Zatkał je gumowymi rączkami i wjechał do Polski. Jechał przez Oświęcim, Mazury i Warszawę. W stolicy na dwie minuty wszedł do hotelu, żeby zapytać o drogę. W tym czasie ukradli mu rower, który policja znalazła po tygodniu. Od tamtej podróży minęło ponad 30 lat. Bruno Pfeuti, Szwajcar z dziada pradziada, zdążył być politykiem, działaczem społecznym i w końcu przewodnikiem po Zurychu. Spotykamy się przed hotelem Engimatt, w jednej z zamożniejszych dzielnic miasta, skąd ruszamy w kierunku ruchliwej nadrzecznej drogi rowerowej.
Jest wcześnie rano, dzień powszedni, więc Sihlpromenade całkiem sporo ludzi pedałuje do pracy. Dla wielu końcowy przystanek to siedziba Google. Od biurowca oddziela nas ruchliwa linia kolejowa, nad którą można przejść kładką. Po jej drugiej stronie stoi masa rowerów przyczepionych do stojaków. Pierwszy znak, że ktoś tu myśli o rowerzystach, których w Zurychu jest całkiem sporo. Bruno mówi, że co prawda nie ma danych, określających liczbę osób dojeżdżających rowerem do pracy, ale wiadomo za to, że jedna trzecia z niemal czterystu tysięcy mieszkańców regularnie korzysta z roweru w taki czy inny sposób.
– Dla mnie jednym z najpiękniejszych okresów był 1973 rok, kiedy podczas kryzysu paliwowego przez siedem dni ruch samochodowy prawie nie istniał. Po całym mieście ludzie chodzili pieszo albo jeździli rowerami. W naturalny sposób powstały autostrady dla rowerzystów i pieszych – wspomina.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Łukasz Długowski