okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2013 >> Zieloną milą ku białym klifom

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Rugia


Zieloną milą ku białym klifom

Sylwester Markow
Słynny Królewski Tron; kto zdoła się wspiać na niego od strony morza, będzie królem Rugii

To była wyprawa, podczas której przekroczyliśmy kilka granic. I nie chodzi o granicę państwową, którą na rowerach przekraczaliśmy już kilka razy. Ważniejsze są granice w nas samych, znacznie trudniejsze do pokonania. Pierwszy raz zostawiliśmy w wakacje samochód w garażu, pierwszy raz nocowaliśmy z dziećmi pod namiotami, pierwszy raz jechaliśmy w ciemno bez gwarancji noclegu.

Ustawiliśmy się w kolumnę. Ja pierwszy z Pauliną w przyczepce, za mną Karolina i Edith jako zamykająca. Każdy dociążony: oprócz przyczepki mam sakwy i worek, Karolina targa namiot i dwa worki, a Edith sakwy i torbę na kierownicy. Bez problemu przejeżdżamy przez Szczecin i przekraczamy granicę. Przed Anklam przejeżdżamy przez piękny rezerwat Rosenhäger Beck. Prawie dwie godziny zajmuje nam przejazd przez las między Anklam a Buddenhagen. Mocno zmęczeni dojechaliśmy do ruchliwej szosy nr 111. Ku naszemu rozczarowaniu nie było żadnej ścieżki rowerowej ani nawet pobocza. Według mapy, tędy prowadzi szlak rowerowy, więc zdecydowaliśmy się na jazdę. Włączyliśmy wszystkie światła i podjęliśmy się próby pokonania pięciu kilometrów do najbliższego skrzyżowania. To były najcięższe chwile i najgorsze kilometry tego dnia i, jak się później okazało, całej wyprawy – samochody pędziły, a niektórzy nawet na nas trąbili. Po zjechaniu z szosy odetchnęliśmy z ulgą. Do kempingu w Loissin zostało nam jakieś 17 kilometrów, ale już bocznymi drogami. Gdy rozkładaliśmy namiot, w oddali po drugiej stronie zatoki powoli zapalały się światła Rugii.
Zgodnie z planem, dziś mamy dojechać na wyspę. W południe zwiedzamy ruiny klasztoru w Eldenie na przedmieściach Greifswaldu. To bardzo malownicze miejsce kryje w sobie polski akcent. Obok książąt pomorskich pochowano tu dobrze znaną szczecinianom Polkę: Annę, drugą żonę księcia Bogusława X.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Edyta Łaniewska