okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2013 >> Wyprawa do wysp szczęśliwych

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Chorwacja - Dalmacja


Wyprawa do wysp szczęśliwych

Ola Maczugowska
Na drodze biegnącej grzbietem wyspy Dugi otok

Aby uciec od zatłoczonych miejsc turystycznych w Polsce, postanowiliśmy pojechać na rowery do Chorwacji. Dzieci przystały na naszą propozycję z dużym entuzjazmem, gdyż ten kraj kojarzy im się z ciepłym morzem, a wyprawy rowerowe z odkrywaniem ciekawych miejsc.

Weekendy na rowerach spędzamy często, ale zwykle nasze wycieczki trwają dwa dni i zazwyczaj mamy jeszcze wyjście awaryjne – na przykład tata jedzie po samochód, a my na niego czekamy. Tym razem świadomie rezygnujemy z takiej możliwości. Martwię się, jak spakować się w sakwy, żeby nie były zbyt ciężkie dla dzieci. Tomasz wiezie w foteliku Karolinę, więc on nic – poza lekką torebką na kierownicę – już nie weźmie. Julka (16 lat) to dobra rowerzystka, ale jej siły są ograniczone. Jędrek (9 lat) – serce wielkie, ale różnie bywa z wytrzymałością. No i Karolina (2 i pół roku), dwa dni przed wyjazdem pożegnała się z pampersami – dobrze, bo mniej bagażu; a źle, bo sprawa mało pewna: raz zawoła o swojej potrzebie, a innym razem może nie.
Samochodem dojeżdżamy z Krakowa do miejscowości Rovanjska koło Zadaru. Jedziemy prawie cały czas autostradami przez Słowację, Austrię i Słowenię – z postojami około 12 godzin. Dojeżdżamy do miejsca, gdzie autostrada zbliża się do morza. Na nocleg wybieramy przydrożny motel. Wybór jest dość przypadkowy. Nie chce nam się szukać dalej, dzieci już roznoszą samochód, a GPS wskazuje odległość do Zadaru, gdzie chcemy się kierować, jako możliwą do pokonania rowerem w jeden dzień. Pokoiki w motelu małe i siermiężne, ale widok z okna rekompensuje brak wygód. Słońce właśnie tonie w morzu, barwiąc niebo i morze na intensywnie czerwony kolor. Na dole znajduje się restauracja, gdzie raczymy się chorwackim przysmakiem – kałamarnicami z grilla. Właściciele bez problemu zgadzają się, aby na tydzień samochód zostawić na parkingu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Ola Maczugowska