okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2013 >> 7/2013 >> Tandemy na stepy!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Ukraina, Mołdawia, Rosja


Tandemy na stepy!

Karolina i Aleksander Klaja
Każdy chciał się przejechać. Najlepiej we trójkę

Pomysł, by ruszyć na wyprawę przez Azję, był wynikiem niedosytu, jaki czuliśmy po wcześniejszych naszych rowerowych wyjazdach na Ukrainę i Białoruś. Teraz już wiemy, że apetyt na podróżowanie rośnie w miarę jedzenia.

Poza tym bardzo podoba się nam idea jechania rowerem spod domu. I to jakim! Naszym żółtym tandemem – składakiem Rometu. Do wyjazdu zbieramy się w nieskończoność. Szykujemy kilka udogodnień. Po pierwsze, wymieniamy namiot na większy i koniecznie z przedsionkiem, by przez następny rok nie spać w barłogu sakwowo-ubraniowym. Dwie maty do spania sklejamy razem, by nie rozsuwały się, gdy śpimy. Pakujemy więcej ciuchów do większych sakw. Bierzemy wszystko razy dwa, na każdą porę roku. Kupujemy worki na wodę (służące także jako turystyczny prysznic), tabletki uzdatniające i przejściówkę do prądu. Zabieramy mały czajnik, by herbata nie smakowała obiadem, patelnię i głęboki garnek, by zwiększyć wyprawową kartę dań. Wyciągamy z garażu tandem i przyczepiamy do niego mnóstwo kabelków, których nie było wcześniej – od licznika, by móc zrobić zdjęcie przy każdym kolejnym 1000. kilometrze, od ładowarki, by nie martwić się o prąd, od hamulca przedniego, by było bezpieczniej, i od przerzutek, by w końcu móc podjeżdżać pod górki. Ruszamy w daleki świat.
Podróż rozpoczynamy w Polsce, by mieć możliwość sprawdzenia sprzętu, poprawienia kondycji i w miarę potrzeby uzupełnienia niezbędnego ekwipunku. Nogi przestają nas boleć po kilku dniach. Czujemy jednak, zwłaszcza na podjazdach, że zabraliśmy parę niepotrzebnych rzeczy. Zostawimy je przy najbliższej okazji u znajomych. Pogoda nie pomaga w jeździe, ale łatwiej dzięki temu znaleźć nocleg. Nasz rower i cel wyprawy budzą uznanie, choć Singapur robi mniejsze wrażenie od Bajkału, więc od tej pory mówimy, że jedziemy do Irkucka, choć to przecież połowa drogi dopiero.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Karolina iKlaja