okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2013 >> 7/2013 >> Wielka cyklorewolucja francuska

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Rower w mieście >> Paryż


Wielka cyklorewolucja francuska

Daniel Kocuj
W paryskim miejskim rowerze jest możliwość zaczepienia bagażu w koszu – na wypadek, gdyby jakiś zręczny złodziej chciał go ukraść

To może niektórych zaskoczyć, ale jedna z większych paryskich rewolucji należy do cyklistów. Kiedy w 2007 roku uruchomiono w Paryżu sieć wypożyczalni rowerów miejskich z 20 tysiącami jednośladów, szybko okazało się, że stolica ojczyzny Tour de France nie jest przystosowana do jazdy na dwóch kółkach. Władze zabrały się więc do roboty, wydając fortunę na zmianę oblicza miasta. A wiatr zmian naznaczył nie tylko infrastrukturę, ale i prawo.

Stoję pośrodku podziemnego przejścia będącego częścią infrastruktury metra, pociągów miejskich, tramwajów i autobusów. Zewsząd i we wszystkich kierunkach podążają tłumy ludzi. Otaczają mnie różne twarze, niektóre zasłuchane w muzykę płynącą z dużych słuchawek, inne rozmawiające przez telefon, wszystkie wpatrzone przed siebie, pogrążone w toku własnych myśli, pochłonięte swoimi sprawami, roześmiane, smutne. Feeria kolorów skóry i narodowości. Każdy człowiek jakby z innej bajki, a jednak wszyscy z tej samej. Mają bowiem coś wspólnego: obcując na co dzień z różnorodnością wokół siebie, szybko do niej przywykli. Jestem pod dzielnicą już nie XXI, a XXII wieku – La Défense.
Podobnie jak nie da się długo ustać w rwącym potoku, tak samo nie da się pozostać biernym obserwatorem w Paryżu. To miasto wchłania, wciąga, porywa, a robi to na tyle subtelnie, że nie wiesz, w którym momencie stajesz się częścią żywego, miejskiego organizmu. Moja czterodniowa wizyta związana jest z pracą, do dyspozycji pozostają mi więc tylko wieczory. Decyzję podejmuję jeszcze przed wyjazdem z Polski: zwiedzę Paryż za pomocą systemu rowerów miejskich Vélib’ (słowo pochodzące od dwóch innych: vélo, czyli rower, i liberté, czyli wolność). To opcja wygodna i praktyczna: dzień kosztuje 1,7 euro, a cały tydzień na siodełku to wydatek 8 euro.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Daniel Kocuj