okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2013 >> Lenka w domku na kółkach

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> wzdłuż Dunaju - z Pasawy do Wiednia


Lenka w domku na kółkach

Zuzanna Suliga
Wiedeń, Hofburg

Kiedy wybieraliśmy miejsce na wakacje, padło kilka propozycji. Kryteria, którymi kierowaliśmy się przy wyborze, były całkiem inne od tych z lat wcześniejszych. Teraz miało być bez dziur, w miarę płasko i przede wszystkim bezpiecznie. Zabieraliśmy przecież ze sobą naszą dziesięciomiesięczną córeczkę.

Szukaliśmy miejsca, gdzie nasza juniorka nie będzie się nudzić, nie zostanie skazana na siedzenie cały dzień w przyczepce, a i dla rodziców znajdą się miejsca atrakcyjne krajobrazowo i historycznie. Pierwszy pomysł padł na Bornholm. Wyspa ze świetnie rozwiniętą infrastrukturą rowerową. Jednak wizja przejazdu przez całą Polskę nie była zbyt zachęcająca. Nasza Suwalszczyzna, mimo mojego ogromnego sentymentu do niej i ogromnego zauroczenia, przegrała z marzeniem sprzed lat.
Postanowiliśmy przejechać odcinek Donauradweg, z bawarskiej Pasawy do Wiednia i ewentualną relację z tej wyprawy zadedykować dziadkowi Lenki – Jankowi, który jest wiernym czytelnikiem „Rowertouru” i ciągle poszukuje swojej wyprawy życia. Poza tym Artur przejechał tę trasę wcześniej, więc mniej więcej wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Tak z grubsza. Bo były rzeczy, które jednak nas zaskoczyły.
Kiedy pakowałam się na wcześniejsze wyjazdy rowerowe, wydawało mi się, że mniej rzeczy już nie możemy zabrać. Że moja lista jest totalnym minimum potrzebnym do egzystencji. Teraz okazało się, że jednak można spakować jeszcze mniej rzeczy, a w powstałą lukę dorzucić kaszki, bodziaki, grzechotki, słoiczki z obiadkami, pieluchy i ogromną apteczkę z myślą o zabezpieczeniu naszego bagażu specjalnej troski. Jedziemy do cywilizowanego kraju – wszystko tam jest. Ale jest też bariera językowa, której obawialiśmy się w kontaktach z osobami, które miałyby zaradzić ewentualnym biegunkom, wysypkom czy innym niespodziankom pojawiającym się u dziecka zazwyczaj w najmniej odpowiednim momencie.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Zuzanna Suliga