okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2013 >> Jakże przyjemna walka z czasem

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> w 30 dni dookoła Polski


Jakże przyjemna walka z czasem

Karol Flejmer
Widok na polską stronę

Bohaterowie powieści Juliusza Verne’a okrążyli świat w 80 dni. Emilka i ja mieliśmy do dyspozycji jedynie 30 dni, dwa rowery i tylko odrobinę skromniejszy cel – Polskę. Cóż… od czegoś trzeba przecież zacząć.

Tak naprawdę wszystko rozpoczęło się znacznie wcześniej. Prawdopodobnie każdy zapalony rowerzysta pamięta swój pierwszy rower i uczucie towarzyszące pionierskim eskapadom na nim. Niezbadane przez nas rejony tylko czekały na to, byśmy się w nie zagłębili dwoma kółkami. Ostatnimi czasy świat się skurczył. Podróże stały się szybsze i łatwiejsze. Fileas Fogg z powieści Juliusza Verne’a potrzebował 40 dni, by znaleźć się na drugim końcu globu. Dziś wystarczą nam na to niespełna 24 godziny. Gdzieś po drodze zagubiła się jednak przygoda. Postanowiliśmy ją odnaleźć w naszej 30-dniowej podróży dookoła Polski. I chyba nam się udało.
Prognozy pogody na rozpoczęcie wyprawy do najweselszych nie należały. Nie były jednak na tyle demotywujące, by mogły przeszkodzić nam planowo rozpocząć przygodę na początku lipca. Poza tym, mając przed sobą planowane 30 dni jazdy, nie liczyliśmy na żadną taryfę ulgową. Byliśmy wystarczająco zdeterminowani i nastawieni na cel, by pogoda stała się jedynie atrakcyjnym urozmaiceniem podróży. Jako że wyruszaliśmy ze wschodu Polski, a dokładniej z Łęcznej koło Lublina, postanowiliśmy, że najpierw dotrzemy rowerami do punktu przy wschodniej granicy, który wybraliśmy zarówno na miejsce rozpoczęcia, jak i zakończenia wielkiej pętli. Takie zadanie przypisaliśmy małej wsi nad Bugiem o nazwie Rudka.
Podchodząc z respektem do założonego celu oraz mając na uwadze fakt, iż nie przygotowywaliśmy się wcześniej fizycznie do tak długiej podróży, uznaliśmy, że najcięższy i zarazem najciekawszy odcinek drogi, czyli nasze kochane polskie góry, zostawimy sobie na koniec.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Karol Flejmer