okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2013 >> 6/2013 >> Papugi, dinozaury i kaktusy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> północna Argentyna


Papugi, dinozaury i kaktusy

Adela Tarkowska
Odczuwam radość, gdy widzę, jak ośnieżone Andy zostają coraz dalej w tyle

Po raz kolejny przekraczamy Andy i znów wjeżdżamy z Chile do Argentyny. Na przełęczy dzielącej oba kraje leży śnieg, wieje wiatr i jest potwornie zimno. Znajdujemy się na 3800 metrach n.p.m. Nie dość, że trudno jest oddychać, to mroźne powietrze kłuje boleśnie w płuca.

Gdy zjeżdżamy do Uspallaty, pierwszego miasteczka po stronie argentyńskiej, jest już ciemno. Urzędnicy celni wbijają nam pieczątki i gratulują przeprawy przez Andy oraz dotarcia na stronę argentyńską w ostatniej chwili. Nie bardzo wiemy, o co chodzi. Myślimy, że z powodu późnej godziny zaraz zamkną okienko. Okazuje się jednak, że właśnie zatrzymano ruch w górach w związku z zamiecią oraz silnymi opadami śniegu, które mają potrwać kilka dni. Nie możemy uwierzyć w nasze szczęście. Gdybyśmy tylko wyruszyli w drogę parę godzin później, utknęlibyśmy gdzieś na podjeździe, jeszcze w Chile.
Gdy budzę się rano, na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Ciepło, wreszcie jest ciepło! – myślę z radością. Po pięciu miesiącach ucieczki przed zimą chyba wreszcie się udało! Już nie będzie padał śnieg. Już nie będę musiała spać w kurtce i trzech parach spodni. Już nie będą mi grabieć dłonie w czasie jazdy ani zamarzać podczas przygotowywania posiłków. Nasza wyprawa nie będzie już wyścigiem z czasem ani z pogodą. Trudno opisać, jak wielką ulgę i radość odczuwa rowerzysta nękany przez tyle miesięcy przez patagońskie wichry i śniegi, gdy budzi się w namiocie i stwierdza, że nie jest mu zimno, a na zewnątrz grzeje słonko!
Podprowadzamy rowery do miejscowego sklepiku, kupujemy bułki i dulce de leche – argentyński przysmak z zagęszczonego mleka kondensowanego, o wyglądzie przypominającym miąższ z płynnej krówki. Siadam na krawężniku i rozkoszuję się smakiem oraz promieniami padającymi na moją twarz. Dawno nie było tak ciepło.

 



Zdjęcie: Adela Tarkowska