okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2013 >> Rowerzystki łagodzą obyczaje

poradniki

Podręczny warsztat

Rowerowy niezbędnik to coś więcej niż kilka imbusów i podstawowych wkrętaków. Gdy spotka Was trudna sytuacja na szlaku,... »

Na finiszu


Rowerzystki łagodzą obyczaje

Sławomir Bajew
 

Właśnie idę po chodniku i myślę, o czym felieton napisać. Wiem, nie wygląda na to, że właśnie myślę, ale mina drwala nie powinna zdradzać wszystkiego. Idę, więc myślę, bo to dobry czas na myślenie jest, gdy się idzie. Jak myślę, to idę zamyślony i trochę nieobecny w miejscach, które mijam. Właśnie lekki grymas satysfakcji zamajaczył na mym zgaszonym licu, bo mi się zaczęło układać w głowie, aż tu nagle poczułem ostry ból w lewym boku. Panika! Boże, nie teraz, właśnie idę do pracy, czekają na mnie Słuchacze, Czytelnicy... Głupio tak na ulicy, poczekaj, aż wrócę do domu... Chwila szoku za mną i oto widzę przed sobą – zamiast białego, świetlistego tunelu – Czarnego Rycerza na czarnym rowerze, jak mijając mnie zszokowanego na chodniku, podnosi w przepraszającym geście prawicę, a jego usta ciskają przez ramię w moim kierunku niezbyt energiczne: sorry! Spod przyłbicy kasku i okularów nie zaszczycił mnie szlachetnym swym wejrzeniem.
Dostałem kierownicą pod lewe żebro! Tak mnie zatkało, że nawet nie zdążyłem odpowiedzieć: ależ nic się nie stało, Panie Rycerzu, proszę częściej. To wielki zaszczyt dla mnie tak dostać pod żebro od Pana. Zarzuciłem myślenie. To moja wina, że tak lezę po chodniku i zamiast czuwać, to się rozpraszam, a tu przecież walka o przetrwanie – jak widać – się toczy. I tak cud, że w owym zamyśleniu na tory nie wlazłem. Skradam się dalej ostrożnie chodnikiem w kierunku radia, rozglądam uważnie i co widzę? Oto inny Rycerz, mniej już na głowie zakuty, bo bez kasku, wyrywa się przed szereg dymiących aut i spokojnie przekracza uliczny Rubikon na czerwonym świetle. Co za dzień! Strach dalej iść! I wtedy właśnie zapominam o spuchniętym boku, o zbulwersowaniu nonszalanckim traktowaniem zasad bezpieczeństwa... właściwie zapominam o wszystkim... Po przeciwnej stronie ulicy jedzie... nie, nie jedzie... płynie, posuwa się, przemieszcza... nie ma dobrego słowa na określenie tego, co ONA robi. Wyprostowana, z rozwianymi włosami, uśmiechnięta jakby do siebie (może właśnie myśli?). Nie ma na kierownicy koszyczka, z którego zwisałyby nacie pietruchy, marchwi i liście buraka, lecz czuję, że ich tam nie ma, bo jeszcze nie pora albo rynek jest jeszcze zamknięty. Koszyczek jest pusty, ale jest! Dziewczyna na rowerze. W sukience. Uśmiechnięta. Radosna. Dziewczyny na rowerze, dziękuję Wam, że jesteście. Pięknie wyglądacie. Tyle blasku dzięki Wam w mieście. I mam wrażenie, że kierowcy mijający tę dziewczynę robili to jakby wdzięczniej, ostrożniej..., bo piękno budzi łagodność i tkliwość. I Wam, i sobie na ten wakacyjny czas życzę, abyśmy nie zapominali, co to takiego.

Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, od ponad tysiąca wydań prowadzi Listę Przebojów, jest też jedynym mężczyzną w paśmie przedpołudniowym Babie Lato, autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.



Zdjęcie: Fot. Sławomir Bajew