okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2013 >> Dwóch ułanów i kręte ścieżki

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> z Garmisch-Partenkirchen nad jezioro Garda


Dwóch ułanów i kręte ścieżki

Rafał Buczek
Serpentyny alpejskich podjazdów robią ogromne wrażenie. Droga do włoskiego Grosio

Podróżnicy jeżdżący poza drogami utwardzonymi zwykle pakują niezbędne rzeczy do małych plecaków i pedałują od schroniska do schroniska. Taka forma turystyki rowerowej mnie jednak nie interesuje. Na wyprawie lubię być po prostu bardziej samodzielny. Tak trafiłem na mało popularne jeszcze w Polsce rozwiązanie. Bikepacking.

Wyprawa rowerowa, podczas której śpi się pod namiotem oraz samemu gotuje, zwykle kojarzy się z rowerem trekkingowym uzbrojonym w bagażniki, oświetlenie i błotniki. Na bagażnikach wiszą sakwy, niektórzy ciągną za sobą jeszcze przyczepkę. Całość okraszona bywa butelkami z wodą, zamocowanymi ekspanderami, oraz suszącymi się po porannym praniu elementami ubioru. Takich wielbłądów dosiadają zaprawieni w bojach podróżnicy i suną po asfalcie, czasem skręcając na drogi szutrowe czy łagodne leśne ścieżki. Natomiast terenowe wyprawy rowerowe to całkiem inna para kaloszy. Ostre podjazdy, techniczne, wąskie ścieżki i szybkie, kamieniste zjazdy wymagają innych rozwiązań.
Z wielką stertą gratów trudniej ruszyć z miejsca. Zgodnie z zasadami bikepackingu, do pakowania podszedłem wieloetapowo. Najpierw ustaliłem, że sprzęt nie może ważyć więcej niż sześć kilogramów, poza tym całość musi się zmieścić do kilku niewielkich sakw. Później sporządziłem listę. Zważyłem każdy element wyposażenia, dopisując obok, jakie funkcje spełnia. Uznałem, że wystarczy mi jedna para skarpetek. Szczoteczkę do zębów skróciłem o połowę. Natomiast namiot zastąpiłem płachtą biwakową. Przecież wyjeżdżałem tylko na trzy tygodnie. Sprzętu musiało być naprawdę mało, bo i teren do najłatwiejszych nie należał. Wraz z kolegą wybieraliśmy się w Alpy.
Jak tylko zniosłem rower po schodach, zaczęło padać i w deszczu popedałowałem na dworzec. Dobry pogodowy początek…

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Rafał Buczek