okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2013 >> 5/2013 >> Amatorzy na dopingu

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Raport >> niebezpieczne wspomagacze


Amatorzy na dopingu

Łukasz Długowski
Czy dzisiaj pierwszy nadal znaczy najlepszy?

Wszyscy chcą wiedzieć, na czym jeżdżę. Na czym jeżdżę? Na moim rowerze – sześć godzin dziennie wypruwam sobie na nim flaki. A na czym ty jeździsz? – w antydopingowej reklamie Nike pyta Lance Armstrong.

Deksametazon ma silne działanie przeciwzapalne i przeciwalergiczne. Podaje się go między innymi po to, żeby zmniejszyć obrzęk mózgu i podczas zabiegów neurochirurgicznych. W trakcie wysiłku ułatwia oddychanie i poprawia koncentrację.
„Ten środek nakręca Cię. Czujesz się tak, jakbyś dał sobie w żyłę” – w rozmowie z tygodnikiem „Spiegel” mówi Peter Athans, który korzystał z niego podczas każdego z siedmiu wejść na Mount Everest.
17 września 2011 roku, podczas maratonu dla amatorów, jednej z największych imprez tego typu w Polsce, deksametazon został wykryty w organizmie Radosława Tecława z klubu Corratec Team. Polski Związek Kolarski ukarał go ośmiomiesięcznym zakazem startów w zawodach i anulowaniem zdobytego wyniku. Władze związku zrezygnowały z dwuletniego zakazu startów, ponieważ Tecław tłumaczył, że środek wziął „w celach terapeutycznych” i tylko ze względu na jego „uchybienia formalne” nie został potraktowany surowo przez organizatorów rajdu. Pomimo wyjaśnień zaakceptowanych przez PZKol, na forach padły wyzwiska, a na portalach rowerowych pytania o etykę. My pytamy: ilu amatorów bierze?

Skala

We Włoszech, co weekend na tysiące siłowni, basenów i torów kolarskich wchodzi niemal 12 milionów niedzielnych sportowców. Przed rozpoczęciem ćwiczeń pół miliona z nich daje sobie w żyłę. W 2007 roku tylko na EPO (erytropoetyna) wydali oni 200 milionów euro. Jak podaje dziennik „Rzeczpospolita”, w sumie za anaboliki, syntetyczne hormony wzrostu i inne wspomagacze zapłacili 2 miliardy euro. Dwa lata wcześniej było to „tylko” 1,3 miliarda euro.
– Nikt tak naprawdę nie zna rozmiarów zjawiska, ale problem zdecydowanie istnieje – w rozmowie z magazynem „Rowertour” mówi Andy Layhe, założyciel organizacji Bike Pure (Jedź czysty), która promuje kolarstwo wolne od dopingu. Andy opiera swoje przypuszczenia na relacjach samych zawodników, w tym wielu z Francji, Holandii i Belgii, którzy donosili mu o przypadkach dopingu na lokalnych, amatorskich imprezach. Problem zna również z USA, gdzie coraz częściej po wspomagacze sięgają 40- i 50-letni amatorzy.
W Polsce trudno znaleźć wiarygodne dane na temat amatorskiego dopingu, bo brakuje badań, na których można by się oprzeć.
– W sporcie wyczynowym są częste kontrole, więc można śledzić ten problem na bieżąco. Na imprezach amatorskich nie ma kontroli, zatem trudno jednoznacznie stwierdzić, jak duży jest problem – mówi Cezary Zamana, kiedyś kolarz, obecnie organizator Merida Mazovia MTB Maraton.
Danych na ten temat nie ma Komisja do Zwalczania Dopingu w Sporcie. – Komisja została powołana do przeprowadzania badań i realizacji działań edukacyjnych w sporcie wyczynowym. Nie dysponujemy środkami, które pozwalałyby na przeprowadzanie kontroli antydopingowej podczas zawodów amatorskich. Jedyną formą naszej aktywności, adresowaną do sportowców amatorów, jest umieszczenie informacji na naszej stronie internetowej oraz kampania antydopingowa „Say No! To Doping” – wyjaśnia Michał Rynkowski, dyrektor biura komisji.
Ci, którzy chcą mieć pewność, że w zawodach amatorskich wszyscy są czyści, nie mają co liczyć na PZKol. – Związek zajmuje się wyłącznie kolarzami z licencjami – wyjaśnia w e-mailu Adam Sikora, rzecznik związku.
W konsekwencji amatorzy zajmują się sami sobą. – Zdobyć receptę albo leki różnego pokroju to nie jest problem – mówi Tomasz Juchniewicz, kolarz amator, który nie stosuje dopingu, ale na zawodach spotykał się z tym zjawiskiem. – Każdy ma znajomych bądź lekarzy lub farmaceutów w rodzinie – wyjaśnia.
Juchniewicz na poważnie zaczął się przyglądać problemowi dopingu po jednym z maratonów w Nidzicy. – Po zakończeniu wyścigu poszedłem do osiedlowych śmietników, stojących blisko miasteczka zawodów, wyrzucić siatkę po jedzeniu. W kontenerze dojrzałem kilkanaście białych pudełeczek leków wziewnych na astmę, między innymi salbutamol 4 mg. Była to ilość, która astmatykowi starczyłaby na rok, jeśli nie dłużej – opowiada.
Zaznacza, że mógł to być tylko zbieg okoliczności, ale dość zastanawiający, bo leki na astmę poprawiają wydolność podczas intensywnego wysiłku.

Fora

Dopingowicze w stylu Armstronga mają do dyspozycji wielkie budżety, z których finansują nie tylko treningi i drogi sprzęt, ale także profesjonalny zespół lekarzy, który leczy oraz radzi, co brać i jak często. Amatorzy nie mają środków na dobrą opiekę. Większość budżetu pożerają im sprzęt, treningi oraz koszty dojazdów i noclegów podczas zawodów. Dlatego ich sztab lekarski tworzą nieznajomi laicy z forów internetowych, którzy dzielą się swoimi doświadczeniami (pisownia oryginalna):
– widzisz kolego Nabiał ciekawski jestm i kiedyś spróbowałem efki.

Zdjęcie: Tomasz Juchniewicz

1  2  3  następna »


skomentuj ten artykuł