okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2013 >> 5/2013 >> Znów tęsknimy za byciem w drodze

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Indie, Nepal


Znów tęsknimy za byciem w drodze

Andrzej Brandt
W górę na grań i w dół do doliny z błękitną rzeką – za tą codziennością już tęsknimy

Te dni stały się niepoliczalne. Od kiedy zacząłem zasypiać nad kajecikiem wyprawy, a opóźnienie w opisywaniu dni i emocji stało się naprawdę spore, czas zaczął się skręcać, rozklejać, przepływać niezauważenie.

Żadnych wtorków, czwartków, poniedziałków, tylko kolejne dni na rowerze, kolejne poranki, śniadania, podjazdy, zjazdy, długie godziny w siodle i wreszcie wieczorna laba z nogami wyciągniętymi na łóżku, materacu czy dywanie. Dopiero gdzieś przed Haridwarem zaglądamy w kalendarz. I zaskoczenie. Bo właśnie rozpoczyna się ostatni miesiąc wyprawy. Co oznacza, że już trzy za nami. Przez głowę przewija się taśmociąg obrazów, doświadczeń, emocji. Chwilę przed zaśnięciem w kolejnym obskurnym i malutkim pokoiku hotelowym wizualizuję nitkę pokonanych 3500 kilometrów. Widzę to wszystko z kartograficznymi detalami, bo wieczorne ślęczenie nad mapami to moja ulubiona rozrywka. Wyczytuję z nich, co nas czeka, a i tak zawsze okazuje się to zupełnie nieadekwatne. Kasi wyobraźnia przywołuje krajobrazy, ludzi, ciężkie podjazdy i wniosek, że podczas rowerowej codzienności czas płynie... wolno. Dlaczego? O tym później. W drugiej (styczniowej) części naszej relacji przemierzaliśmy północne Indie i najwyższe przełęcze na wyprawie. Teraz jedziemy już tylko na wschód, u podnóża Himalajów, mijając w bliższej lub dalszej odległości ośnieżone wierzchołki siedmio-i ośmiotysięcznych kolosów. To jesień, a więc góry powleczone są skromną warstwą śniegu, więcej zaś w nich lodu i prężących się groźnie szaroburych ścian. Jak powszechnie wiadomo, w Indiach, tam, gdzie wysokie góry, jest też równie wysoki spirytualizm, mistycyzm. Hinduizm, buddyzm czy islam przeplatają się tu, tworząc wielobarwny tygiel w głównej mierze pokojowo współżyjących systemów. Z początku po zjeździe z wysokich gór trafiamy w skąpane słońcem południowe rubieże Himachal Pradeshu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Andrzej Brandt