okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2013 >> 5/2013 >> Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!


Z pozoru zdecydowanej większości z nas ten problem nie dotyczy. Jako rowerowi turyści rzadko ścigamy się w maratonach, adrenalinę podwyższa nam cudowny widok z górskiej przełęczy lub któryś z kolei kilometr na liczniku. Każdy z nas ma jednak w rowerowym światku znajomych i przyjaciół, którzy z powodzeniem łączą pasję krajoznawczą ze ściganiem. Często nie dla wyników, bardziej dla sprawdzenia własnej formy. Chciałabym, aby problem, który poruszył Łukasz Długowski w artykule „Amatorzy na dopingu”, nie dotyczył nikogo. Tymczasem on istnieje i w naszych rozmowach redakcyjnych pojawia się od dawna. Ktoś komuś opowiadał, ktoś od kogoś słyszał, ktoś coś widział... Opakowania po lekach, wyrzucone po zawodach do kosza, dziwne zachowanie jednego z kolegów, przechwałki innego itd. Padają nazwy forów internetowych, na których kolarze amatorzy dyskutują, jak chemicznie poprawić wynik. Łukasz Długowski próbował pójść śladem niedozwolonych praktyk w wydaniu amatorskim. Okazało się to niesłychanie trudne, by nie powiedzieć – niewykonalne do ubrania w jakiekolwiek liczby. Bo o ile kolarstwo zawodowe podlega konkretnym procedurom, a zawodnicy – kontrolom antydopingowym, o tyle w wydaniu amatorskim wszystko jest możliwe, co zresztą potwierdzają sami organizatorzy. Autor artykułu ostrzega przed zgubnym działaniem przeróżnych, niedozwolonych środków przyjmowanych bez żadnej kontroli (nad biorącymi zawodowcami czuwa przynajmniej sztab lekarzy – kwestię sumienia pominę), przytaczając informację, jakoby szanse na zwycięstwo rosły zaledwie o 5 procent. Za to zdrowie można stracić na zawsze.
Warto, aby te przestrogi wzięli sobie do serca przede wszystkim młodzi adepci kolarstwa, którzy z amatorskiego ścigania mają ambicję trafić do sportu zawodowego. Być może to córki i synowie naszych Czytelników, a problem wcale nie jest aż tak odległy, jak się z początku wydawało.
Muszą tylko dużo trenować i dużo wygrywać. Młodość lubi brawurę, spontaniczne, często nieprzemyślane decyzje, szczególnie, gdy w grę wchodzi chęć bycia najlepszym. Nie pozwólmy, aby ta ambicja miała kiedyś komukolwiek zrujnować zdrowie.
Jakże niewinnie przy wyczerpujących startach w maratonach, gdzie na podium mogą stanąć tylko prawdziwi tytani, jawi się dyscyplina, o której na naszych łamach piszemy po raz pierwszy. Rowerowe rajdy na orientację to wybór dla tych, którzy nie muszą się rozstawać z ukochaną mapą i kompasem, którzy nadal mogą dowolnie kreślić drogę do celu w kameralnym gronie, nie będąc przy tym pozbawionym turystyczno-krajoznawczych atrakcji. Tu jednak nie czas jest najważniejszy. Wspomagacze też niewiele pomogą. Liczy się umiejętność dobrej orientacji w terenie, czytania mapy, trzeźwy umysł i odrobina sprytu wspomagana intuicją.
Zapraszam do lektury.

Izabela Dachtera-Walędziak
redaktor naczelna