okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2013 >> Dziki Wschód

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> z Mazowsza na Podlasie


Dziki Wschód

Daniel Kocuj
Narew tuż przed nadejściem burzy

Warszawa Centralna, sobotnie popołudnie. Pani w kasie pyta, dokąd jadę. Zaskoczony tak rzeczowo postawionym pytaniem – nie umiem odpowiedzieć. – Hmm, chwilka, muszę spojrzeć na mapę – odpowiadam z namysłem. Wiem, że będę spać w Siedlcach u znajomych, więc mam już punkt B... Dobra nasza!

Teraz pozostało wybrać jakieś punkty A i C, czyli ustalić, skąd wyjadę i gdzie zakończę moją przygodę. Banał. Godzinę później jestem już w pociągu do Mińska Mazowieckiego. Pociąg zatłoczony, ja z rowerem gdzieś pośrodku wagonu, a pomiędzy moimi nogami – dosłownie – wielki wilczur. Najwyraźniej pies uznał, że dla bezpieczeństwa dobrze będzie położyć głowę pod rowerem i rowerzystą – i zasypia w tej pozycji na dobre.
Po niecałej godzinie jestem w Mińsku Mazowieckim. Ruszam bez zwłoki, w końcu jest już 15. Kieruję się mało uczęszczaną drogą na południowy wschód, w stronę Cegłowa. Do nawigacji służy mi kompas i mapa Polski w skali 1:700 000; zresztą jedyna mapa tych okolic, jaką mam w domu.
17 stopni przy zachmurzonym niebie to jednak optymalna temperatura na pedałowanie – jadąc w spodenkach i dwóch koszulkach, czuję się rześko, ale nie jest mi zimno. Oczywiście pomijając momenty, kiedy wiatr, znudzony jednostajnym krajobrazem, siłuje się ze mną i próbuje ostudzić mój zapał oraz zepchnąć mnie z roweru. Złośliwy typ, ale lepsze takie towarzystwo niż żadne. W niemal każdej mijanej miejscowości robię rundkę wokół kościoła i stwierdzam, że prawie we wszystkich świątyniach trwają w najlepsze ceremonie zaślubin. Jak to pogodzić z obiegową opinią, że młodzi żyją dziś w niesformalizowanych związkach? Tylu ożenków, co w to sobotnie popołudnie, nie widziałem w całym dotychczasowym życiu!
Mając świadomość, że mapa nie pokazuje wszystkich dróg, szczególnie tych leśnych, polnych, piaszczystych i żwirowych, jadę według kompasu – byle na wschód.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Daniel Kocuj