okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2013 >> Siodła, doliny, wąwozy...

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Puszcza Bukowa


Siodła, doliny, wąwozy...

Michał Książkiewicz
Jednym z najładniejszych miejsc w Puszczy Bukowej jest Dolina Wężówki

Wiosną szczególnie pięknie prezentują się lasy bukowe, w których promienie słońca docierają w najdalsze zakamarki, ciesząc oczy soczystymi, żywymi barwami. Kiedy synoptycy zapowiedzieli słoneczny weekend, czym prędzej zapakowaliśmy rowery do pociągu i udaliśmy się na szlaki Puszczy Bukowej.

Owa puszcza porasta wzgórza położone na południowy wschód od Szczecina. Rzeźba terenu jest tak urozmaicona, że poszczególnym formom krajobrazu ponadawano górskie nazwy geograficzne – mamy tutaj góry, wzgórza, przełęcze, siodła, doliny, parowy i wąwozy. Szlaki poprowadzone są bezkompromisowo – z dna wąwozów na najwyższe szczyty, co gwarantuje wyśmienite walory widokowe, ale także wyciska ostatnie krople potu. W Puszczy nawierzchnia pod kołami zmienia się bardzo często, od bruku i żwiru począwszy, a na stercie powycinanych drzew i gałęzi skończywszy. Jako miejsce noclegowe do eksploracji Puszczy Bukowej obraliśmy bazę biwakową na Wzgórzu, należącą do Hufca ZHP Szczecin Dąbie. Po Puszczy jeździliśmy przez trzy dni, pokonując w sumie 137 kilometrów. Każdego dnia mijaliśmy miejsca, które wywarły na nas szczególne wrażenie.
Wycieczkę zaczęliśmy od niebieskiego szlaku nad Jeziorem Szmaragdowym. Już pierwsze metry ścieżki upewniły nas w przekonaniu, że wybór Puszczy Bukowej był doskonałym pomysłem ze względu na bajkowe wręcz krajobrazy. Początek szlaku ożywił w każdym z nas sportowe oblicze. Ścieżka była tak stroma, że – aby nie spaść z roweru – trzeba było ostro cisnąć na pedały. Ścianka z korzeniami szybko sprowadziła nas na ziemię – zarówno w przenośni, jak i dosłownie. Buksujące tylne koło, spóźniona próba podpórki nogą i już mamy pierwsze wywrotki. Nie pomogło nawet rozpaczliwe łapanie się gałęzi, bo akurat wszystkie były suche i pękały jak zapałki…

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Michał Książkiewicz