okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2013 >> Alternatywa dla Bornholmu

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Uznam


Alternatywa dla Bornholmu

Jacek Gut
Na plaży w Ahlbeck, w tle wzgórze Gosań – najwyższy polski klif

Na początek zagadka. Leży na Bałtyku i jest wyspą z mnóstwem atrakcji dostępnych rowerem. Pomyśleliście o Bornholmie? Nie tym razem. Teraz drobna podpowiedź: na tę wyspę płynie się promem kilka minut.

Jeszcze nie wiecie? To magiczne miejsce to Uznam. Przez dziesięciolecia znaliśmy zaledwie niewielki fragment wyspy, należący do naszego kraju. Na tym polskim skrawku (41 kilometrów kwadratowych) leży dobrze znane letnikom Świnoujście. Jako ciekawostkę przytoczę informację o 44 wysepkach, które administracyjnie należą do miasta, z czego trzy są zamieszkane. Ponoć z lotu ptaka całość wygląda jak motyl z rozłożonymi skrzydłami. Ta polska Wenecja to znakomita baza wypadowa na rowerowe szlaki niemieckiego Uznamu. Reprezentowane są tu najróżniejsze rodzaje wybrzeża z szerokimi piaszczystymi plażami i imponującymi brzegami klifowymi. Łańcuchy wzgórz otaczają liczne jeziora, torfowiska, piaszczyste łachy i wydmy, a małe wsie zachowały tam swój pierwotny charakter. Ich przeciwieństwem są jakże klimatyczne, znane kurorty, ułożone wzdłuż wybrzeża Bałtyku niczym perły w naszyjniku.
Naszą eskapadę postanowiliśmy podzielić na cztery dni, rozgaszczając się w Schronisku Młodzieżowym w Świnoujściu, położonym zaledwie kilometr od granicy. Na zwiedzanie wyspy namówiłem 13 osób. Wspólnie stworzyliśmy jeden zespół, w skład którego wchodziły dwa tandemy z osobami niewidzącymi.
Wystarczyło kilka pociągnięć korbą i już jesteśmy po niemieckiej stronie wyspy. Gdyby nie pozostałości po budkach pograniczników, nawet nie zauważylibyśmy, że przekroczyliśmy granicę. Droga dla rowerów skręca do lasu i dalej prowadzi nas tuż przy plaży. Delikatna bryza od morza orzeźwiająco smaga nasze ciała. Ledwo pokonaliśmy kilka kilometrów, a nasze oczy raczą się widokiem stylowych pensjonatów, wiekowych willi, a wszystkie są kunsztownie odrestaurowane.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Jacek Gut