okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 4/2013 >> Wystarczyła mi kreska na zdjęciu

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Styl życia >> Anna Baran


Wystarczyła mi kreska na zdjęciu

Z Anną Baran o samotnej, trzymiesięcznej wyprawie na Nordkapp rozmawia Jakub Terakowski
Hakuna Matata,czyli nie mam zmartwień – twierdzi Anna Baran

Czy jesteś feministką?
– Nie, dlaczego?
Bo w liście do redakcji napisałaś: teraz już żaden facet nie może się przy mnie przechwalać, że wyprawa na Nordkapp to jakieś megaosiągnięcie, wymagające superkondycji, bo całkiem spoko mi to poszło.
– Przed wyjazdem nasłuchałam się niestworzonych historii o Norwegii! Mówiono mi, że tam są same góry, że nie dam rady. Przeczytałam mnóstwo relacji, najczęściej z wypraw wieloosobowych. A jeżeli już ktoś jechał na Nordkapp samotnie, zawsze był to macho, szczegółowo opisujący mozolne treningi przed startem i heroiczne zmagania z żywiołem po drodze.
Nie zniechęciło Cię to?
– Ani trochę.
Dużo trenowałaś przed wyjazdem?
– Nic, a nic.
Nie żałowałaś tego potem?
– Kondycję zdążyłam wyrobić sobie po drodze. Niecierpliwie czekałam na te góry, a za Oslo jest jeszcze mnóstwo asfaltu płaskiego jak stół. W końcu pojawiły się pierwsze większe wzniesienia. No, dobrze – pomyślałam – przecież liczyłam się z tym. I nawet nie wiem, kiedy wjechałam na szczyt... Potem, owszem, zdarzały się ostre podjazdy, ale nie dłuższe niż dziesięciokilometrowe, a na górze zawsze mogłam złapać oddech na kolejnym poziomym odcinku.
I tak niepostrzeżenie dojechałaś aż na sam Nordkapp?
– Nie całkiem bezboleśnie, ale góry, których tak się obawiałam, okazały się w rzeczywistości mniej groźne niż w opowieściach. Poza tym byłam psychicznie przygotowana na spotkanie z nimi i to mi wystarczyło. Miałam dużo czasu, nie musiałam się śpieszyć; zsiadałam z roweru, gdy czułam się zmęczona, i czekałam, aż znowu będzie mi się chciało wsiąść. Cieszyły mnie podjazdy, gdyż uważałam, że im więcej ich pokonam, tym więcej siły będę miała na następnych.
Czy to była Twoja pierwsza wyprawa rowerowa?
– Tak. Dlatego zaplanowałam trasę blisko domu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Archiwum Anny Baran